niedziela, 29 stycznia 2017

Moment

W środku zimy pomyślałam o letnich kałużach na wsi. O upalnych wysychających kałużach, które wyglądają jak pokryte warstwą brązowiejącego srebra. Można było postawić stopę, a wtedy gorąca masa przeciskała się między palcami. Kury są lekkie i dlatego zostawiały tylko mereżkę śladów w kształcie niesymetrycznych gwiazdek.
Trzeba było złapać tę chwilę między wodą a piaskiem, moment figlarnej materii.
A tu zdjęcia
zwykłego kortu.






piątek, 27 stycznia 2017

Powrót

Zepsułam walizkę. Najpierw w domu nadepnęłam ją w miejscu chyba ważnym, bo usłyszałam lekki chrzęst. Że był on złowieszczy, zorientowałam się, kiedy teleskopowe "coś" wysuwające się z prowadnic okazało się złamane. Musiałam ją zabrać mimo to, bo nie zdążyłam naprawić ani kupić nowej. Dziś jednak, w czasie powrotu z Bytomia, złamała się druga strona i zostałam z rączką w ręce. To znaczy nie mogłam już ciągnąć, musiałam nieść, a była ciężka.
Żeby się pocieszyć, weszłam do sklepu z piżamkami i bielizną.
Ogólnie wszędzie czułam się jak słoń w sklepie z porcelaną, niezgrabnie taszcząc ciężką walizkę, a w drugiej ręce trzymając fragmenty połamanej rączki z przyległymi prętami i siejąc zniszczenie za każdym półobrotem. Dodatkowo strącałam całe zestawy gatek na ślicznych wieszaczkach, gdzie tylko przystanęłam.
Jakoś dotarłam do pociągu, a tam zepsuł się wagon. Naprawdę na niego nie nadepnęłam i o nic nie zahaczyłam żadną z wystających części ciała czy ekwipunku...! Ale cóż - światło i ogrzewanie nie działało, czytać się nie dało, a dłonie wkrótce miałam lodowate.
W domu zamówiłam ciepłe jedzenie z dowozem. Lu obszczekała dostawcę, z czego skorzystała wredna sąsiadka i przyszła się kłócić, że pies szczeka. Nie chciała przyjąć prostych, życiowych wyjaśnień, więc zamknęłam drzwi. Moje drzwi.Usiłowałam nie słuchać, jak wali w nie pięściami z przerwami na gwałtowne szarpanie klamki i pełne oburzenia okrzyki pod moim adresem.
Po czterech dniach pracy i zimnej podróży zmęczenie chyba mnie znieczuliło.
Przymierzyłam zakupy. Pasują, ale... i tak muszę schudnąć.

środa, 25 stycznia 2017

Ołówki

Po zajęciach zasnęłam na trochę. Potem, wieczorem poszłam na późny obiad i małe zakupy.
Kupiłam szkicownik i miękkie ołówki.
Taaak...

Jestem wdzięczna

Ostatni egzamin V roku, wieczorem. Już nie mam z nimi zajęć, ale poszłam zobaczyć. Polska Technika Tańca Współczesnego. Lekcja, a potem dziesieciominutowy pokaz.

Spędziłam z nimi tyle czasu w moim pierwszym bytomskim roku - czasem wydaje mi się, jakbym znała ich od bardzo dawna. Teraz jednak jest tak, jakby nagle odjechała kamera pokazująca znajomą scenę. Jakby z dystansu szukam twarzy, by je rozpoznać. Ruch w przestrzeni sali odrealnia się, czasem widzę go jakby w zwolnionym tempie, w rytm muzyki.
To koniec jakiegoś etapu - także dla mnie. Kończy naukę rocznik, z którym najbardziej związałami się emocjonalnie, a na zajęciach  - tak wiele godzin co tydzień  - przeważnie tak dobrze się czułam.  Tyle tego bylo: starań, emocji, rozmów, a także... stresu. Wiary, że jest dobrze.
Wiem już, że nie zawsze tak było, że w wielu rzeczach się nie sprawdziłam.
Ale tym bardziej jestem wdzięczna.
Ogromnie.


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rysuję sobie nadal

Już wiem, że biurko trzeba wyścielić gazetami.
A potem używać dużo mydła :) Do mycia łapek w trakcie i po.
A to suche pozostałości po kwiatkach, na krzewach. Przy ulicy rosną.



czwartek, 19 stycznia 2017

Zdolna...

No bo skaleczyć się wazonem obitym na górnej krawędzi nie jest bardzo trudno - wystarczy włożyć cztery palce z myjką do środka, zostawiając kciuk na zewnątrz i wykonać ruch myjący.
Ale żeby krewetką?

środa, 18 stycznia 2017

Róża na pierwszy ogień :)

Sprzątając w szafce, znalazłam pastele. Przed laty Młodsza pewnie dostała je od kogoś w prezencie, nigdy nie były używane. Nie miałam pojęcia, jak się do nich zabrać, a ochota mnie naszła. Gdyby nie Hana, nie wiedziałabym nawet, na jakim można rysować papierze :)
Ale toto się sypie i brudzi! Ręce, biurko, wszystko dokoła.
Otworzywszy zaś pudełeczko zorientowałam się też, że obejmuje ono kolory jednej tylko tonacji, dlatego na pierwszy próbny ogień mógł pójść krajobraz jesienny albo właśnie herbaciana róża.
Wybrałam różę, wykonawszy ją na tekturce!



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Na ten czas

Śniło mi się, że miałam wypestkować całą przyczepę wiśni.
A wcześniej, na jawie, sprzątałam swój pokój - wyniosłam trzy worki papierzysk, wytarłam kurz z setek książek, licznych półek i półeczek. Potem miałam wrażenie, że śpię z kurzem w zębach i może zresztą tak było. Oraz popękała mi skóra na rękach i skórki przy paznokciach, tak reaguję na dawno nieotwierane książki. Dlatego też boję się antykwariatów.
Boje się różnych rzeczy - pustki najbardziej.
Dwa dni w dołku, gdzie tylko przykryć się kołdrą i trwać w półśnie. Nie lubię siebie wtedy. A siebie nie lubi mnie i to jest paradoksalna prawda na ten czas.

sobota, 14 stycznia 2017

Cieszę się podwójnie

Miłe rzeczy i zdarzenia. Do się (nieśmiałego) pochwalenia :)
W dwóch czasopismach, które właśnie się ukazały, wydrukowane zostały moje teksty prozatorskie.
Opowiadanie Sauerteig w 58 numerze "Borussii", o tak wygląda okładka:


A w numerze 4(53) kwartalnika "Migotania. Gazeta Literacka" moje Małe prozy zajmują całe dwie duże strony 26 i 27. "Migotania" można przeczytać na papierze, ale także ściągając pdf ze strony Kwartalnika.
Wchodząc tutaj, trzeba zjechać na dół i po lewej jest plik do pobrania.
Bardzo, bardzo się z tego cieszę, i się tym cieszeniem chciałam podzielić :)

środa, 11 stycznia 2017

Pociągiem

Pociąg wjeżdża na peron, szukam wagonu numer 16. Nie ma. Sprawdzam bilet i widzę, że owszem, godzina na nim i trasa z grubsza ta sama, ale kierunek jednak nie.
Nie wiedzieć czemu kupiłam przez internet bilet z Warszawy do Katowic, podczas gdy jechać chciałam na ten moment odwrotnie.
Dobra pani konduktorka poleciła mi wsiadać oraz sprzedała bilet w pociągu.
Tak więc roztargniona Ania M. jednak jedzie.
A takie obrazki za oknem.






poniedziałek, 9 stycznia 2017

Dar

Już w styczniu ma ukazać się w moim wydawnictwie CONVIVO nowy tom poetycki. Wczoraj przygotowywałam go do składu, niedługo pewnie napiszę o nim więcej. Teraz chcę tylko powiedzieć, że czytając wiersze wybitnego poety, który zdecydował się powierzyć mi je do publikacji, miałam mokre oczy. Ze wzruszenia - nad tym, jak piękne są te teksty i dojmujące w swojej sile.
Poczułam się szczęściarą i nadal to czuję.
Już wcześniej mi się to zdarzało, przy poprzednich tomach serii.
Teraz dodatkowo spotkało się ze snem o kwiatach, które malowałam na ścianie samym dotknięciem.
A więc czuję się pośrednikiem w tym niesamowitym procesie przekazywania piękna.
To dla mnie dar jakby niezasłużony, ale kto powiedział, że dary muszą być zasłużone?

sobota, 7 stycznia 2017

Kwiaty na ścianie

Śniły mi się ściany z zalążkami obrazów
nabierałam farbę fałdą rękawa i rozcierałam szeroko
a wtedy wyłaniały się kwiaty z czerwieni i pomarańczu
małe pączki, duże pąki, wielkie rozkwitające róże, bardziej i mniej wyraźne
za każdym ruchem coraz bardziej zdziwiona
coraz bardziej chciałam

Zaufać

Nieraz wydaje mi się, że idę po grani. Po jednej stronie jest sfera pięknych możliwości, sukcesów i "dawania sobie radę". Po drugiej ciemność i bezsilność, ostateczna wygrana mojej beznadziei i żałosności. I że tak niewiele dzieli jedną rzeczywistość od drugiej. Że wszystko zależy od momentu przesilenia, od wewnętrznego wahnięcia, w którym powiem, że się poddaję. Że już nie dam rady oraz że nie zasługuję na dobro, które dostaję.
Najbardziej chciałabym zaufać, że mam w środku siebie bezpieczne miejsce.

wtorek, 3 stycznia 2017

W drodze do przychodni


...  spotkałam powierzchnię rzeczy ;)



























przez przypadki

pod warstwą śpiącej ciszy
środki zdań występują przeciwko
końcówkom wyrazów

pod niemówieniem rośnie gadanina dni poprzednich
gwiżdżą do ucha piwnice dziadków i wujków ze strony ciotecznych babek
słowa z piasku
z krypty
z kopców ziemniaków z łętami do obrywania
z łuskania grochu mieszania ciasta

gubienia okien ulic pagórków

pod ciszą mówię językami
pod językiem eony
odmienionej materii




niedziela, 1 stycznia 2017

Coś o planach

Dziś, w ostatnich minutach pierwszostyczniowej niedzieli, chciałam was zaprosić na wirtualną stronę czasopisma, gdzie Jarosław Mikołajewski poleca wiersz wybitnego poety Jerzego Kronholda. Na dole, pod wierszem, jest między innymi informacja o nowym tomie poety, którego wydanie planowane jest już na styczeń. Znajdziecie tam też nazwę wydawnictwa, które jest dumne, że może ten tomik wydać. Nazwa ta jest Wam zapewne znajoma :)
Zajrzyjcie, zapraszam.