czwartek, 18 stycznia 2018

Po bandzie

"Kap, kap, płyną łzy / Łezka murza ja i ty".
"W łez kałużach" - mówię.
Co ty, Anka, przecież on tak śpiewa! Ale co miałoby znaczyć "murza"? - pytam. Mam 11 lat, a to wydarzenie będzie po czterech dekadach jednym z najwyraźniejszych wspomnień.
Tak śpiewa! - unosi się koleżanka; w jej oczach widzę ślad niechęci. Powinnam odpuścić. Ale mowię: mam tekst tej piosenki, mogę ci pokazać. I to jest koniec.
Potem siedzę w domu i płaczę.


31 komentarzy:

  1. Och,
    gdybyśmy w latach swej wczesnej młodości i młodości miały tą wiedzę i doświadczenie, umiejętność, to pewnie niejedna relacja potoczyłaby się inaczej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym rzecz, że nie dorosłam. Albo dorosłam po swojemu muszę się z tym pogodzić.

      Usuń
  2. Niektóre osoby zawsze chcą wiedzieć lepiej.Nigdy nie potrafią przyznać sie do błędu ani ustapić innym.Wywierają nacisk na innych tak właśnie jak ta Twoja koleżanka - nie zgadzasz sie ze mną? to wypad! I okazuje sie, że ta nasza racja jest nic niewarta. Bo nikomu nie zależy na prawdzie a tylko na tym, by mu potakiwać i wędrować bezmyslnie pod jego kierownictwem.
    Pamiętasz baśń Andersena, gdzie padło to znane zdanie, że król jest nagi? No właśnie, mało kto ma odwagę to powiedzieć na głos. Wiekszosc milczy i zachowuje dla siebie wiedzę, bojąc sie zakrzyczenia, wykluczenia, ośmieszenia albo tego płaczu w samotnosci...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wiem, że człowiek, którego się poprawia, może się poczuć upokorzony, a to bardzo destrukcyjne uczucie. Ja niestety miałam takie zachowania nieco autystyczne - niezgodność ze stanem faktycznym bolała mnie prawie fizycznie. Pamiętam, jak pojechałam ze świeżo poslubionym mężem do jego ciotki i tam w pewnym momencie ciotka mowi: zobacz, jaki pająk. Ja jej na to: należy do pajeczakow, ale nie jest pająkiem, to kosarz. Oczywiście miałam rację, ale co z tego. Śmiali się ze mnie tak, że mało się nie posikali; długo jeszcze później wspominali to zdarzenie, zasmiewajac się do rozpuku. Nie obrazili się, ale przykleiła się do mnie opinia trochę głupiej.
      Może nie mam wyczucia, nie wiem, skąd to się bierze, może rzeczywiście to są jakieś kwestie z obrzeża autyzmu, takie jak to, że w szkole nie mogłam iść w parze, będąc po prawej stronie.
      Ech... piszę o tym wszystkim, bo w kontaktach z ludźmi zdarza mi się nadal wkraczac na miny i trudno mi z tym.

      Usuń
    2. Oczywiście, bywaja sytuacje, że lepiej zachować swą wiedzę dla siebie, by nie upokarzać innych, by nie czuli, że sie wymądrzamy. Zwłaszcza w większym gronie ma to znaczenie, żeby nie robić komuś wstydu przy innych.Czasem człowiek sie rozpędza i mówi za dużo, choć juz w momencie, gdy to mówi, wie, że zrobił źle...Ale nei da sie wycofać, trudno.To troche uczy ostrożnosci, ale i wycofanai na przyszłosć. Wycofania, które też moze przyjąć skrjna postać wiecznego milczenia albo przytakiwania byleby tylko nikomu nie podpaść...

      Usuń
    3. Zapewne milczenie mi nie grozi, mam silną potrzebę mówienia, wyrażania swoich uczuć i kontaktu z innymi ludźmi. Choć czasem myślę, że ie umiem, że coś wiecznie robię źle. Ci, co mnie lubią, nie powiedzą mi, co to takiego, właśnie choćby po to, by mnie nie urazić...

      Usuń
    4. Jakoś nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, że ktoś może się poczuć upokorzony. Może dlatego, że sama chętnie przyjmuję nową wiedzę, lubię się uczyć i cieszą mnie nowe, nieznane wcześniej informacje. Z radością dowiedziałabym się, że pająk, to nie pająk! :)
      Często jednak przerasta mnie dyskusja z betonem, kiedy wiem, że żaden racjonalny argument nie jest w stanie zmienić sposobu myślenia drugiej osoby.

      Usuń
    5. mnie też taka dyskusja przerasta
      czasem odpuszczam od razu, czasem dopiero po tym jak po kolejnym agrumencie zostaję potraktowana jak dureń i jedynym na to dowodem jest przekonanie interlokutora

      Ania, Ty i tak zawsze jesteś po prostu sob a i za to Cie najbardziej lubię:)

      Usuń
    6. Olgo - to taki pajeczak z chudziutkim tułowiem u bardzo długimi cienkimi nogami, często spotykany w szopkach czy drewnianych kibelkach wolnostojących :)

      Usuń
    7. Rybenko - dla mnie trudne jest też to, że nie zawsze ogarniam. Czasem nie da się przewidzieć, kiedy kogoś rozdrażnię, co mi wolno, a co nie. Frustrujące jest, że nie wiem, jakbym nie umiała "zarządzać sobą", że tak to "nowocześnie" nazwę. A jednocześnie bardzo potrzebuję akceptacji.

      Usuń
    8. Aniu, ja dziś to wiem, bo wiele lat temu powiedziała mi o tym koleżanka, która była o niebo lepsza ode mnie z biologii! I bardzo lubiłam spacery z nią, bo zawsze się czegoś nowego dowiedziałam :)
      Tak jak od Ciebie dowiaduję się wielu fascynujących rzeczy z dziedziny antropologii, o której mam słabe pojęcie.
      Nie da się zadowolić wszystkich, nie da się przewidzieć ich reakcji. Trzeba być sobą, a Ty Aniu jesteś! Za to Cię cenię i lubię :)

      Usuń
    9. Olga ma racje, nie da sie zadowolic wszystkich, najważniejsze jednak, zeby byc sobą, zeby czuć sie dobrze we własnym ciele!

      Usuń
    10. Izo, masz rację, ale to chyba najtrudniejsze.

      Usuń
  3. Jaki śliczny słoń z trąbą i jeden kieł widać:)

    Pełno jest narcystycznych ludzi, którzy nie wybaczą swojej pomyłki. Ja nie poprawiam, a jak już muszę, to tak, żeby ktoś sam załapał. Ale za tym stoi dużo łez, wytępiono to ze mnie w domu rodzinnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już dawno nie poprawiam, to były dawne epizody, ale czasem wyrażę swoje zdanie, zaangażuję się w dyskusję i nie wiem kiedy dostaję po łbie. Nie wycofuję się w porę? Myślę - czy jest we mnie coś drażniącego i nie wiem. Boję się tego - może czasem jest, a ja nie umiem tego zobaczyć.

      Usuń
    2. Dzisiaj w "Nie ma żartów" Krzysztof Pieczyński opowiadał jak stanął w swojej obronie. Zaimponował mi. Zapytał, dlaczego, za co? To mi dało do myślenia i jakoś pasuje do Twojego postu. Trzeba mieć odwagę stanąć po swojej stronie broniąc opinii, czy poglądów, dla siebie.
      Dlaczego miałybyśmy się wycofywać w porę? Podejrzewać siebie samą o posiadanie drażniących cech? To inni nie potrafią zaakceptować swojej pomyłki. Mówimy o sytuacjach, kiedy naprawdę mamy rację i nie możemy wytrzymać słuchając głupot.
      Za każdym razem jak milkniemy, to jakbyśmy oddawały władzę, przypisywały komuś większą mądrość. A to strasznie niszczy poczucie wartości.

      Usuń
    3. Wiesz, to prawda. Ale ja jestem tak niepewna



      Eulampio, moja odpowiedź wkleiła się poniżej :)


      Usuń
  4. I tak prawie nie mam poczucia wartości, buduję z mozołem. I często myślę, że coś robię źle. Pokręcona jestem, ale tak już muszę żyć. I iść do przodu i dawać z siebie wszystko. Bo jak inaczej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez taka jestem i ciężko z tym:( Juz wydaje mi się, ze to poczucie ciut wzroslo, to potem jedno krytyczne zdanie, jakas jedna sytuacja pograzajaca mnie potrafi wszystko zburzyc... No ale zyc trzeba.

      Usuń
  5. no przeczytałam tez Twój komentarz dotyczący pająka kosarza...hmmm ja bym cię wzięła za zarozumialce, który wie wszystko a nie za trochę głupią(sorry ale to ciotka jest prymitywną prostacką i zadufaną) gdybym Cię nie znała, wzięła bym cię za osobę, która musi mieć rację, ostatnie zdanie lub zawsze poprawia ludzi...ja tak mam często w kwestii wymowy -wtedy poprawiam a jeśli ktoś gada głupoty, to go nie poprawiam a nawet podkręcam, żeby się pośmiać taka ze mnie sucz. czasami wchodzę w polemikę, jeśli temat jest dla mnie ważny albo ktoś ubliża mojej inteligencji. Ale masz tez rację, że mus odezwania się to trochę autystyczne zachowania... A swoją drogą, to co z tymi ludźmi nie tak, że jak się ich poprawia, to się obrażają jakby byli doskonali!!! albo jak się im mówi prawdę w oczy... bo lepiej być okłamywanym albo mieć ślepych przyjaciół. Aniu ważne jest to, żebyś siebie akceptowała )))))nawet jeśliś trudna w obejściu ;-)
    artyści sa trudni i pokręceni !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dla mnie to o pająku to było zupełnie neutralne, w zasadzie nie miałam świadomości, ze coś poprawiam; taka niezgodność z prawdą to rodzaj fizycznego bólu.
      W dorosłym życiu, dajmy na to po trzydziestce, w prawie nigdy już czegoś takiego nie zrobiłam - właśnie może z lęku. Jak piszę coś u siebie, to na ponad dwa tysiące wpisów może z pięć razy odniosłam się wprost do tzw. spornych kwesti.
      Ale to też chodzi o ujawnianie uczuć, odczuć na jakiś temat. Jeśli już to zrobię i zostanę za to ofuknieta albo skrytykowana, to mam przymus wybronienia się: coś w rodzaju: "zobacz, miałam na myśli to i to, zrozum mnie i nadal akceptuj". Jesli to nie jest mozliwe, to boli mnie wówczas nie tylko "człowiek Ania", ale nawet jakby powietrze pomiędzy - nie wiem, czy to dobrze opisałam.
      Chciałabym mieć łatwość przechodzenia nad tym do porządku, a nie mam.

      Usuń
    2. W tym wszystkim chyba najwazniejszą rolę gra samoakceptacja. Jesli ona jest, to już cudza akceptacja nie jest tak znacząca.
      Zdaje mi się też, że to właśnie w okresie dziecinstwa stały sie w nas te najwazniejsze rzeczy, ukształtowały sie nam mury i granice, których nie warto przekraczać.Nauczyliśmy się, co omijać, by sie nie przewrócić i nie odczuc znowu bólu, gdzie zamilknąc by nie poczuć sie osmieszonym czy niechcianym. Jednak to omijanie i milczenie (jak ciekawie napisała powyżej Eupampia) jest jakimś rodzajem zaprzeczania) samemu sobie a także obnizeniem poczucia własnej wartości. I człowiek jak ten slimak w skorupie, co wystawia lękliwie różki i znowu je chowa...

      Usuń
    3. Właśnie tej samoakceptacji nie mam. Coś się kiedyś zadziało albo może właśnie nie zadziało i - nie ma. Są tylko lepsze chwile.

      Usuń
  6. Ja tez. Wiele znanych mi kobiet też. Staram się to zauważać w innych, wtedy nie czuję się wybrakowana, wszystkie jesteśmy kruche. Rozumienie pomaga nie być nadwrazliwą ani gruboskórną. Jednocześnie coraz mniej tych niszczących energii mnie przenika. Ale ja zmieniłam wszystko. Ciężko budować poczucie wartości tam, gdzie się je straciło. Uczę się być po swojej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad sobą, staram się i może dam radę choć trochę.

      Usuń
  7. Czy będzie dla Ciebie pocieszeniem fakt, że tez mialam takich traum z poprawiaczami w dziecinstwie kilka, choc jedna w zupelnosci wystarczy, by moment zrujnowac na dlugooo. No wiec ja mialam ciocię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej konkretnej sytuacji to ja byłam poprawiaczką...

      Usuń
    2. ups, to ja się chyba wykasuje!

      Usuń
    3. Widac i jedni i drudzy maja traumy ;))

      Usuń