czwartek, 21 września 2017

Nowa książka

W moim wydawnictwie szykuje się nowa książka.
Planowana jest na sam początek października. To kolejna, dziesiąta już pozycja w serii Tangere.
Okładka wygląda tak:


A to notka, która znajduje się z tyłu na okładce:

Choć nazwisko Jan Zapolski nie jest znane, jego wiersze są zjawiskiem zupełnie wyjątkowym
w polskiej poezji. W prostej, przejmująco świadomej i czytelnej formie, autor odtwarza świat
nadwrażliwego, znerwicowanego chłopca z perspektywy dorosłego, który tym chłopcem być wcale
nie przestał. Świat tego, który napisał Rozejm, jest cmentarzyskiem leków, stanów, emocji
i sytuacji, które nie przestają krwawic i bolec, lecz pozwalają się już oswoić.

Rozejm jest pierwszym tomem, który nosi podpis Jana Zapolskiego. Poeta napisał go z nadzieja,
ze uwolni od chłopięcych koszmarów siebie i innych, sobie podobnych, którzy nie potra fią ich
wypowiedzieć. Klasa tych wierszy, ich harmonia i piękno, sprawiają jednak, że nie są one tylko
zjawiskiem terapeutycznym, lecz również wybitnym rozdziałem poezji.

sobota, 16 września 2017

praca

Intensywna praca nad redakcją naukową przekładu książki o kształtowaniu tożsamości narodowych od XVIII wieku, daje mi poczucie bezpieczeństwa i porządku. Sprawdzanie tytułów, nazwisk, nazw, weryfikowanie różnych rzeczy, robienie przypisów, wędrowanie po meandrach internetowych katalogów bibliotek, archiwów. I we własnej pamięci wędrówki, bo przecież już choćby zredagowawszy wcześniej setki naukowych tekstów, mam to wszystko gdzieś w szufladkach umysłu. I znajduję, i sprawdzam, i używam.
A w poniedziałek prawie zapomniałam o spotkaniu z tłumaczką.
A w czwartek córka starsza przypomniała mi, że w piątek mam do niej przyjechać. Też bym zapomniała.
To raczej dodatek do stanów depresyjnych.
Praca dobrze robi. I przygotowywanie nowych książek do wydania też.

Ostatnio znalazłam ten utwór. Red Hotów polubiłam kilkanaście lat temu dzięki córce starszej, ale dawno nie słuchałam. A to włączam po kilkanaście razy. Coś jest w tej piosence, co przyciąga.



środa, 13 września 2017

wczoraj

wczoraj przestraszyłam się własnego (nowego) wiersza.
ale czy zniknąłby, gdybym go skasowała? może. a może i tak by wracał.
zabrałam go na drugą stronę.

poniedziałek, 11 września 2017

w jakiej ciemności

                          JK
dawno dawno temu
zimy były mroźne i śnieg
leżał tygodniami,
więc od razu za drzwiami
zakładało się łyżwy i można było jechać
aż do jeziorka ukrytego w zagajniku.
na lodzie miałam skrzydła, nagłą lekkość ciała,
umiałam robić kółka coraz mniejsze i mniejsze
które na koniec przypominały niezgrabne piruety
i znowu
znowu się rozpędzałam,
aż raz na zakręcie zostałam schwytana
suchą ręką trzciny między but a ostrze.
mój ciepły policzek, moje ciepłe palce
macały coraz cieńszy i coraz gładszy lód,
aż odnalazły dziurkę,
z której wyrastała łodyżka sitowia,
a ona mówi: przyjrzyj mi się dobrze,
zostaw ptakom lekkie pióropusze,
zobacz ciemność,
zobacz,
gdzie się zaczynam.

wtorek, 5 września 2017

Kroniki kortowe

Jeszcze nie przykryty,
już przemoknięty
















poźnowieczornie

Trochę zdjęć z późnowieczornego spaceru z psem. Pada, zimno i chyba powinnam była założyć coś na uszy, bo zaczęły mnie boleć od zmiany temperatury z domowej na nadworną; tak mam, coś się wtedy dzieje z błoną bębenkową - na szczęście przechodzi. Wychodząc, dzwonię po Mirkę i wtedy psy, Czarlik i Lu, siostra i brat idą razem; inaczej Lu zawróciłaby do domu po pierwszych dwudziestu metrach, zwłaszcza jak jest ciemno. Spodobały mi się mokre, oświetlone latarniami liście oraz klimatyczne wnętrze śmietnika z gałęziami wystającymi z kontenerów.
A u mnie praca i praca, mam teraz taki ciąg, robię kilka rzeczy naraz. Tak właśnie lubię - nie umiałabym siedzieć nad jedną pracą i przeprowadzać ją od początku do końca. Do jednej z książek robię redakcję naukową, co sprawia, że zagłębiam się w takie zakamarki książek, zdobytej uprzednio wiedzy, katalogów internetowych i w ogóle internetu, że czuję się jak zakurzony podróżny w dzikich zaułkach dawno zapomnianych krain. Sprawia mi to przyjemność.
A na obiad zrobiłam marchewkę na gęsto, tak jak lubię, z jedną małą pietruszką, z natką, odrobiną cukru i masełkiem na koniec. No i jajka sadzone, z których jedno było niesamowite, co będzie widać na zdjęciu. Ale nie na tym ze śmietnika :)