czwartek, 5 grudnia 2019

Puls

U mnie zmiany, zamieszanie i sporo nerwów przy tym, także myślenia, że się nie nadaje do niczego.
Hipersomia - wiecie co to? Tak nazywa się coś, na co cierpię od jakich dwóch lat. Zawsze miałam bardzo wrażliwy węch, a teraz się nasiliło. To w istotny sposób upośledza człowieka społecznie, choćby przez to, że większość perfum, środków chemicznych itd, powoduje u mnie wrażenia niemal bólowe. Jak sobie poczytałam, lekarze wiążą to czasem z odstawieniem długo branych środków - a ja dwa i pół roku temu odstawiłam antydepresanty.
Oraz przeprowadzam się i usiłuje przy tym nie zwariować. I usunąć zapach środków, którym ekipa sprzątająca wymyła to mieszkanie, wyśledzić i wyrzucić saszetki zapachowe itp. Formaldehydu w mieszkaniu nie czuć (przynajmniej na zewnątrz szafek ;).
A już jutro jadę do Łodzi, gdzie będę miała wystawę i tzw. wieczór autorski.
Na festiwalu Puls Literatury. Szczegóły tu.
Zapraszam!
I pracy po dziób, ale to dobrze.

wtorek, 19 listopada 2019

Zapraszam na spotkanie

Warszawskich i wszystkich, któzy chcieliby przyjechać, zapraszam na 2 grudnia do ambasady litewskiej - odbędzie się tam spotkanie z Gintarasem Bleizgysem, którego książkę "Jan Chrzciciel" wydałam w tym roku w tłumaczeniu Zuzanny Mrozikowej. Poprowadzi je Gerardo Beltrán, może być ciekawie.



piątek, 15 listopada 2019

Nowa książka, tym razem moja. Znowu :)

Już niedługo i trochę niespodziewanie moja nowa książka. Niespodziewanie, bo po przyjęciu do druku trochę poleżała. Potem ją zmieniłam, bo przestała mi się w wielu miejscach podobać, a potem część wyrzuciłam, a potem inną część dodałam. Mimo to niektórzy z Was może rozpoznają w niej echo dawnych blogowych zapisków. Wydaje ją Oficyna Wydawnicza Volumen. A okładką jest taka:


niedziela, 10 listopada 2019

Z daleka

Za ścianą, w sąsiedniej sali, leżała bardzo stara kobieta, miała na pewno dużo ponad 90 lat. maleńka i wychudzona. Nie wstawała. Już pierwszego dnia uprzedzono mnie, że krzyczy, prawie cały czas. Ratunku, pomocy - to najczęściej, ale zawsze okazywało się, że chodzi o drobiazg, a właściwie chyba o kontakt, o poczucie, że ktoś ją słyszy, że ktoś jest. Ratunku, a pomiędzy wołaniem o ratunek jakieś imiona, czasem inne, trudne do zrozumienia słowa.
I tylko raz, bardzo wyraźnie: "Nie ma porozumienia!".
Nie było.
Krzyk miarowy, niepowiązany już w końcu z nadzieją, że ktoś przyjdzie i uratuje. W dzień i w nocy. Choć przecież co jakiś czas ktoś przychodził. Krzyk z coraz bardziej schrypniętego gardła. Wśród słów echa dawnych spraw, słowa zadziwiająco czasem precyzyjne, związane chyba z pracą. Czasem zdawało mi się, że dobrze ją rozumiem, że jak się przestanie uparcie krzyczeć, wtedy zgubi się ostatnią nitkę, tę zwierzęcą.
Przez trzy ostatnie noce do krzyku dołączono kardiomonitor i słyszałam, tuż za ścianą, bardzo głośne bicie jej serca. Trochę za szybkie, czasem rwane, czasem przystające. Wtedy wstrzymywałam oddech i puszczałam go dopiero, gdy padało kolejne uderzenie. Zasypiałam i budziłam się w tym rytmie.
Przez pierwsze dwie noce w domu nadal go słyszałam, jakby z daleka.

czwartek, 7 listopada 2019

Rozmowa

A jeśli znajdziecie chwilę czasu - na stronie Instytutu Książki jest rozmowa ze mną przeprowadzona przez Jakuba Nowackiego. Nawet fajnie wyszło. TUTAJ.
W kwestiach zdrowotnych jakoś daję radę. Jem delikatnie. Nie powinnam za dużo siedzieć, bo wątroba wtedy uciśnięta, a przecież pracować się chce! :)
Dziś powolutku zrobiłam zakupy, bo ugotować coś trzeba było. Ugotowałam delikatną zupę rybną - z pstrąga. Musze się pilnować, żeby pić, mam słaby odruch pragnienia.
Sny mam gęste, fabularne, dziwne. Dziś w jednym piłam sok ze stokrotek. Oraz że będę redagować książkę Donalda Tuska.

wtorek, 5 listopada 2019

Rozmowa z kamieniem

Byłam w szpitalu z zapaleniem dróg żółciowych. Miałam mieć ECPW (po przewiezieniu do innego szpitala), czyli endoskopowe wydłubywanie tego kamienia i manipulowanie w tych drogach. Ze względu na święta termin był na poniedziałek. W niedzielę, po badaniach krwi i USG stwierdzono, że kamień-wędrowniczek chyba poszedł sobie (posłuchał mnie chyba) i zabiegu nie będzie. Leczono mnie... głodem, kroplówkami z płynami i antybiotykami. No.
Szpital to jednak kawałek innego świata. Chyba napiszę o tym reportaż.
Dziś wróciłam do domu. Z pewną taką nieśmiałością, jednak.
Mam się zapisać na planową operację wycięcia pęcherzyka żółciowego, by rozstać się z wędrowniczkami.

czwartek, 24 października 2019

Mikser, zakwas i tak to

Kupiłam mikser. Z powodu że chcę zupę dyniową :) Stary został w dawnym mieszkaniu i rzeczywiście był bardzo stary, bo chyba wniosłam go aż w "posagu". Ale ciągle działał. No, ale zupa dyniowa to ma być zupa krem. Z odrobiną czosnku, ziemniaka, choć głownie jednak z dyni, za to bez imbiru. Z fantazyjną plamką śmietanki i ziarnami słonecznika. I z natką może.
W Kielcach zaś od Krzysztofa Jaworskiego (było spotkanie autorskie w bibliotece, świetne zresztą [a książkę Ciąg Fibonacciego polecam gorąco]) no więc w Kielcach dostałam zakwas na chleb. Muszę już czym prędzej uruchomić piekarnik, który chyba jeszcze w ogóle nie był używany (jak? czy trzeba czynić jakieś wstępne procedury? i co jeśli piekarnik stoi na półce nad pralką?), bo zakwas niedługo odejdzie, jeśli go nie wykorzystam. Kiedyś piekłam chleb, kilka lat temu, aż za którymś razem zakwas odszedł, a wcześniej skolonizowało go coś, coś ciemne. Aspergilus niger, tak myślę. Och, i foremkę zakupić koniecznie.
A na zupę jutro ma wpaść przyjaciółka.
Oraz polubiłam mango i awokado, w miejsce papryki, na którą się uczuliłam.
Może zachce mi się na nowo pisać? Mam wrażenie, że kiedyś relacjonowałam bardzo dużo istotnych rzeczy z każdego dnia, a teraz rozrasta się nierejestrowane i urosło jakoś niepostrzeżenie w coś odrębnego i już jakby tu nieopisywalnego.
Ale napiszę jeszcze, że rozwiodłam się, pod koniec sierpnia. Były mąż zdjął ze mnie ciężar wniosków, pozwów (choć przysłał mi pozew do zredagowania :))), wszystko szybko, spokojnie.
I tak to.