wtorek, 16 października 2018

Na zewnątrz i nie tylko

Na zewnątrz jest tyle światła - trzeba brać.










Kort - jak zwykle przyciąga mnie do swoich zakamarków; tych miejsc, gdzie powaga nadmuchanego balonu plandeki łączy się z rdzą siatki, gniciem liści, w tych złączkach, gdzie widać, jakie to wszystko niesterylne, upchnięte, na-słowo-honoru-spięte, pękającymi-nićmi-zszyte. Uwielbiam te miejsca, są trochę takie jak ja.





























niedziela, 14 października 2018

ludzie bezdomni

Zmęczenie skutecznie odsuwało mnie wczoraj od pracy i powodowało wyrzuty sumienia: nie zdążę, nie zrobię, nie ogarnę, zapomnę. Jestem do niczego, zapadam się, depresja wygrywa. Czy jednak istnieje depresja, która objawia się kompulsywnym działaniem i tylko od czasu do czasu unieruchamia? Wyciąga na powierzchnię żałosną pustkę spod skóry. Która jest - mimo dobrych emocji i szczęścia, którego w tych latach doznaję. Nie ma systemów do przytrzymania tego w sobie; to jak brak jakiegoś enzymu. Nazwijmy go po polsku "szczęściolazą", na wzór nazw innych enzymów służących do zagospodarowania w organizmie potrzebnych substancji.
"Jesień już panie, a ja nie mam domu" - tak zaczyna jeden ze swych pięknych wierszy Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki.
Taka prawda - wielo, wielo, wielowymiarowa.

Wczoraj w końcu przebrałam się z piżam i wyszłam. Zrobiłam trochę zdjęć. Potem siedziałam na ławce. Na jednym ze zdjęć moje ja. Oczy łzawiące od toczącej mnie alergii.

































piątek, 12 października 2018

Z biegiem dni

W tym tygodniu dni pełne spotkań i gęstej pracy, nie tylko redakcyjnej, ale i - powiedzmy - administracyjno-logistycznej w moim wydawnictwie. Oczywiście muszę to ogarniać i wiem też, że coraz skrupulatniej powinnam zapisywać wszystko w bardzo szczegółowo zaplanowanym kalendarzu. Jeszcze nie zapomniałam niczego tak, żeby coś całkiem zawalić, ale już nieodpisany szybko mail oddala się jak obiekt w kosmosie. Jedną pracę redakcyjną dla innego wydawnictwa zdarzyło mi się niedawno wyprzeć ze świadomości i to w fazie, gdy już była zaawansowana, na szczęście zadzwonili w jakiejś sprawie i praca powróciła do mej przytomności w bezpiecznym czasie.
Parę dni temu napisałam "lidżba" - edytor podkreślił mi, a ja nie wiedziałam, dlaczego, dopiero po pewnym czasie przyszło olśnienie. I groza jednocześnie. No fakt, byłam po paru kieliszkach wina i w emocjach (po finałowej gali Nike), ale kiedyś przecież dawałam radę redagować niemal przez sen. Oczywiście mogłabym założyć, że odsuwanie się znaczeń od dźwięków, a tychże z kolei od znaków pisanych, ma znamiona procesu twórczego, ale przeważnie wolałabym to kontrolować :)
Dziś wieczór autorski Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, wybitnego poety, laureata Nike z roku 2009, któremu wydałam wybór wierszy My się chyba znamy. Prowadziła będę sama i jak zwykle zaczęłam się denerwować, bać się, że stres mnie zje albo w najlepszym razie napocznie. Trzymajcie kciuki mocno. Prowadziłam już parę spotkań i na ogół było ok (albo może nikt nie chciał mnie martwić...). Może ktoś z Warszawy chciałby przyjść, anie widział zdarzenia na fb, to podaję namiary: o godzinie 18 w księgarni BookBook (dawna MDM) przy ulicy Koszykowej 34/50.
A przy wejściu do metra przy rondzie Daszyńskiego zdjęcie zrobiłam; te wejścia maja w części naziemnej takie plastikowe przedsionki, właściwie to nie wiadomo co, jak z zestawu dla lalek, ale jest w tym coś niepokojącego i przyciągającego zarazem.




i róża na tle półek z winami w pizzerii włoskiej