wtorek, 27 czerwca 2017

Jak?

Chyba nie umiem "odpoczywać".
Z powodu bólu kręgosłupa próbowałam nie pracować, albo tylko minimalnie.
Bez pracy robię się agresywna... tak to przynajmniej odczułam. A może jestem taką wredotą z natury i tylko praca mnie ogładza. Poczucie, że coś dobrego wychodzi spod moich palców, daje poczucie sensu i ukojenie.

Polecona przez córkę dentystka zajęła się moimi ząbkami. Rzeczywiście jest super babką. Tylko ja nie jestem. Chciała mi założyć tymczasowy opatrunek (fleczer) na miejsce po wypadniętej plombie (bo leczenie z tydzień, jak zrobię pantomogram), a ja poczułam, że to mnie piecze. Kazałam to wyjąć. Może to była chlorheksydyna użyta wcześniej do przemycia, może wszystko razem, a może to moja głupota, która kazała mi myśleć, że to uczulenie i że zaraz nie wiadomo co mi się stanie. Jeszcze dłuższy czas miałam przykre wrażenie w połowie ust i gardła. W sumie poczułam się jak wariatka, którą pewnie jestem. I jeszcze podobno przekazałam fobię dentystyczną młodszej córce... Jak o tym wszystkim myślę, to nienawidzę siebie samej.
Przydałoby się przejść przez życie czyniąc jak najmniej szkód dookoła.
Ale jak?

poniedziałek, 26 czerwca 2017

surrealnie

Śniło mi się, że miałam jakiś wykład. W pewnym momencie powzięłam wątpliwości, czy ktoś mnie słucha. I zaczęłam otwierać szafy i szuflady, aby sprawdzić, czy są tam jacyś słuchacze/uczniowie.
Oczywiście nie było ich tam. I nie mogło ich być.
Surrealistic fantasy...

niedziela, 25 czerwca 2017

Podlot

Podlot jest wroną siwą i nazywa się Dzidziuś. Zdjęcia zrobiłam telefonem z dość z daleka, bo nie chciałam spłoszyć i kadrowałam, ale podlota widać. Oraz Dużą Wronę, która go pilnuje, i starą kotkę Babkę, którą trzeba karmić osobno, bo inne osiedlowe nie chcą jej puścić do miski. Ani Dzidziuś, ani Duża nie boją się Babki, a ona ich też nie. Dzidziuś na zdjęciu dostaje właśnie kawałeczki wątróbki od Mirki.







A ja się czuję jakbym miała awarię w kilku miejscach naraz. Kręgosłup szyjny ćmi, piersiowy miejscowo boli i promieniuje na łopatki, prawa ręka z barkiem boli jak  *** (już trzeci rok, ale za to z każdym miesiącem bardziej ;), naderwane niedawno rozcięgno w stopie boli nawet bez ruchu. I jeszcze plomba mi wypadła. Jakbym była mechanizmem, któremu się nagle tryby pozacierały i poluzowały.
Normalnie strach się poruszyć  ;)

sobota, 24 czerwca 2017

Dzień po

Wczoraj dzień taty był, a ja zdjęcia nie dałam, więc daje dziś. Zdjęcie z późnej jesieni, zrobione w drodze do ogrodu.



piątek, 23 czerwca 2017

W ogóle to....

O czwartej rano w czwartek "nie-wiadomo-gdzie"  tak podobno było.
Czy tylko ja widzę UFO po lewej?




W głowie mi się już nie kręci, za to pobolewa, zwłaszcza nad ranem i w miejscu gdzie tył głowy łączy się z szyją.
Jak się poruszam, to przechodzi, ale trochę jeszcze straszy. A łatwo dość jest mnie straszyć przy mojej nerwicy lękowej - słusznie minionej, ale zawsze gdzieś tam w zakamarkach psychiki grożącej mi resztką smętnego palca. Ale mam dystans. Choć już miewałam i nie był doskonały. Teraz to dystans trzeciego rzędu, metadystans, rzekłabym, dystans do dystansu. A w kryzysie kryzysu zawsze można wziąć tabletkę przeciwlękową iść spać i mieć wszystko w tyle.
Ale robota trwa, trochę wolniej tylko.
Książka poszła się drukować, na wtorek będzie. Zaraz zaś zaczynam drogę z kolejną pozycją z serii Tangere, planowana na wrzesień-październik.
I nową serię planuję, eseistyczną, i jeszcze coś i jeszcze. To jeszcze trochę tajemnica.
Kocham to.

A w czerwcowym numerze "Twórczości" jest piękna recenzja dwóch książek Jerzego Kronholda - Skok w dal i Stance - ta druga wydana u mnie w Tangere. jak by ktoś chciał kupić, to...  u mnie już nie kupi :) Zostały ostatnie egzemplarze w księgarniach, szczerze zachęcam.
W tym samym numerze "Twórczości", na samym początku, są trzy wiersze Kazimierza Brakonieckiego, z tej książki, która będzie we wtorek.
Tak że w ogóle to dumna jestem.

czwartek, 22 czerwca 2017

Tak...

telefon o czwartej nad ranem:

"...nie oddzwoniłem wczoraj, bo kierownik budowy zabrał mnie na wódkę. Obudziłem się teraz i nie wiem gdzie jestem. O! widzę mój samochód... A jaki wielki pies tu idzie! No chodź maleńki, chodź pieseczku, pogłaszczemy ślicznego pieska.... tak... Zrobię mu zdjęcie i ci przyślę, chcesz?"

Są takie rzeczy, za które lubię mojego męża :)))

środa, 21 czerwca 2017

Taki krajobraz

Gdy piszę w telefonie
a on mnie poprawia
wściekam się
ale przecież
on sięga do słów
których już kiedyś użyłam
a więc tylko zaskakuje
mnie mną

A tak w ogóle to zawroty głowy miałam wczoraj i przedwczoraj późno po powrocie w Bytomia.
Poniedziałek był bardzo długi: z poranną jazdą do Bytomia, brakiem zasięgu w pendolinie, żeby odpisać na siedem tysięcy maili, esemesów itepe, z radą pedagogiczną, wpisami do indeksów (pomyliłam się tylko pięć razy), brakiem powietrza w powrotnym pociągu, a po przesiadce do bezprzedziałowego wagonu z wycieczką estońskich (chyba) nastolatków głośno i radośnie konwersujących, z "wyprowadź jeszcze psa", gdy weszłam do domu o 23.30, z "czy musisz trzaskać drzwiami", gdy wróciłam z psem, moim "będę trzaskać, czym będę chciała", z masą trudnych rozważań po drodze.
A jak weszłam do wanny i płukałam włosy pochyliwszy głowę mocno do przodu i jak ją podniosłam, to już mi się w niej kręciło. I następnego dnia też.
Z lękiem na początku, bo jednak wolę jak krajobraz mi nie wiruje, ale mam się "nie egzaltować", bo niektórym się też kiedyś kręciło, czterdzieści parę lat temu, może nawet bardziej niż mi, i co? I przeszło.
No więc mi też przeszło. Dzisiaj. Mam plik badań do zrobienia, ale to być może kręgosłup szyjny umęczony w połączeniu z napięciem emocjonalnym.

A gdy zasypiam
przychodzą słowa
z mojego obcego brzucha
gdzie byłyście słowa
co robiłyście w jaskini
czy znacie tę dziewczynkę
Anię?