piątek, 22 czerwca 2018

Because I Got High



Dorobiłam się chyba napięcia w szyi, bo jakby krtań mnie boli, ale nie od środka, tylko od zewnątrz. Jakby spięte były mięśnie wokół. Już mnie wczoraj zdenerwowało, więc w teatrze - bo byłam w teatrze, na spektaklu, który Jerzy Stuhr wyreżyserował, a grają (bosko wprost) między innymi moi studenci - więc w teatrze napiłam się wina. Pomogło. Dziś wzięłam za to małą dawkę psychotropu. Wina może też się napiję. I dla pewności małą dawkę telfexo, na alergię. Bo rano tylko betabloker (wdrażam, eh! wdrażam!) i zestaw witamin B na skołatane nerwy. I zasmażka! Nie, zasmażka nie.

Dysponuję za to lekkim obniżeniem tembru. Dyskretnym wręcz.



czwartek, 21 czerwca 2018

Cieszę się, bo

Cieszę się, bo przeczytałam kolejne pozytywne słowa o mojej książce, tym razem w najnowszym numerze "Odry". Pisze się wiersze, bo się musi, ale też pisze się, żeby mieć rezonans. Żeby ktoś czytał, żeby na przykład poczuł, że to też trochę o nim.
Tak że tak.



A w "Odrze", w tym samym artykule autor wspomina też o innych dwóch książkach z mojego wydawnictwa (Rozejm Jana Zapolskiego i Zaczyna się Leszka Szarugi). Cytuje też tekst, wyjątkowy wiersz, który Leszek Szaruga napisał specjalnie na okładkę Ryb:


A w wydawnictwie szykują się aż trzy nowe książki.
I nowe plany się rysują. Przeważnie nie robię planów, ale jako wydawca trochę jednak muszę :)
Mam nadzieję, że uda się je zrealizować.

wtorek, 19 czerwca 2018

A w radiu rozmowa ze mną

Tyle nieznanych ryb /br Anna Matysiak

Taka niespodzianka. Rozmawia ze mną Marek Ławrynowicz, a wiersze czyta Andrzej Ferenc.
Jak macie chwilę, to posłuchajcie.
Nie wiedziałam, jak wyjdzie, ale chyba jest dobrze?

obciążenie

Ten wpis jest trochę w temacie aspergerowym.
Ale nie tylko.
Ale od początku.
Budzę się w nocy na każdy ruch psa, który śpi ze mną. Psy się w nocy kręcą, przemieszczają, śni im się, że biegną itd. Moja Lu jest chora. Wiem od lutego, ale nie piszę o tym - to dodatkowe świrowanie, bo zagnieździło mi się takie myślenie jakby magiczne, że jak napiszę, to coś się stanie. Leki, kroplówki co trzeci dzień itd. Uważanie, czy coś ją nie boli, na ten wypadek mam różne leki. Raczej nie boli.
Nie umiem się zdystansować, że taka kolej życia. To znaczy wiem to, ale moje emocje nie wiedzą.
A więc nocami raczej nie śpię. Budzę się na jej każdy westchnienie. Napięta tak, że prawie się nie ruszam.
Dziś też obudziłam się przed czwartą. Mogłabym wziąć lek uspokajający i zasnąć, ale nie chcę się uzależnić, więc taką przyjemność sobie dawkuję w bezpiecznych, mam nadzieję, odstępach.
Ciało jest jakby w jakiejś pustce. To dziwne uczucie - jakby było za lekkie, a skóra nie dość szczelna, nie dość otulająca. Wsuwam kołdrę pod bok, ogarniam się ręką. Kładę ciężką poduszkę na klatce piersiowej, ale to za mało. Przypominają mi się kołdry obciążeniowe - stosuje się je u dzieci z autyzmem.
Książka położona na poduszce zsuwa się, więc dodatkowo staram się nie ruszać, a to niedobrze. Wtedy wzrok mój pada na ciężarek-obciążnik, taki do ćwiczeń siłowych, który zawija się na nodze lub nadgarstku. Dwukilowy, materiałowy, na rzepy - rzepy rozrzepiam, uzyskuję ciężki płaski woreczek, jakieś 15 cm na 30. Kładę go na poduszce, którą mam na klatce piersiowej, częściowo na brzuchu. Jest po szóstej, po chwili zasypiam. Śpię do 8.30.
Radzę sobie z tym wszystkim jakoś, ale co to za radzenie. Wsparcie mam minimalne i dodatkowo obciążone - że powinnam być wdzięczna "do końca życia", że mogę zostawić psa i raz w tygodniu jechać na uczelnię.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

zła na siebie

Boli kręgosłup, chyba za dużo pracy przy komputerze, nie pomaga wymuszona pozycja w pociągach. Za to w głowie kręci się, dopiero jak się położę i przekręcę głowę, zwłaszcza samą szyję. A jak się kręci, to i lęk się zaczyna, bo ja zawroty tak lękowo odbieram. Sądzę, że to logiczne - wszak świat powinien być stabilny w swych podstawowych wymiarach, jakaś góra, dół, jakieś w miarę standardowe strony: lewa i prawa.
Na plecach wręcz jakaś przeczulica, jakbym była poparzona wzdłuż kręgosłupa.
Zła jestem na siebie. Pracować muszę i chcę. Dobrze, że mogę i lubię.
Ale takie atrakcje zaciemniają mnie.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Spektrum

Dzisiaj trafiłam na ten blog. Pisze go Ewa Furgał, edukatorka antydyskryminacyjna. To blog o doświadczeniach związanych Zespołem Aspergera - jej własnych doświadczeniach. Trafiłam po artykule, w którym był zalinkowany, a artykuł dotyczył tego, że dziewczyny/kobiety z ZA często bywają zdiagnozowane późno albo wcale, dlatego że sposób wychowania wyposaża je w mechanizmy maskujące. Jeśli są osobami wysoko funkcjonującymi, potrafią "udawać normalne". Oczywiście dużym kosztem. Nieraz  z przeświadczeniem, że są gorsze, dziwne. Z trudnościami w funkcjonowaniu społecznym i towarzyskim, z mnóstwem napięć.

Podejrzenia co do siebie samej miałam już od jakiegoś czasu, ale na poważnie od dwóch chyba lat, gdy umocniła mnie w nich moja przyjaciółka, która ma syna z ZA. Po prostu widziała pewne rzeczy, mogła porównać.

Bloga Ewy Furgał czytałam od najnowszych wpisów, schodząc w przeszłość, i przy każdym wpisie miałam rodzaj zatrzymania. Że przecież. Za każdym tez razem podwójna reakcja: chęć płaczu i może... poczucie wolności? Jakiegoś ruchu wewnątrz mnie.
Bo co właściwie można zrobić?
Był łagodniejszą dla siebie, mieć więcej wyrozumiałości dla tej nieszczęsnej istoty, jaką się czuję w najgorszych chwilach?
Tak, chyba tak.

piątek, 8 czerwca 2018

w innych okolicznościach

mija mnie młody człowiek i mówi przez telefon
że musi kupić żwirek dla kota; myślę wtedy
że jak dorosnę, będę miała dzieci, najlepiej
dwie dziewczynki. I zwierzęta, i też będę się zastanawiać
nad rodzajem żwirku, nawet z pewną ekscytacją
wysypię go do kuwety, rozgarnę ręką
będzie miał delikatny zapach drzew liściastych.
niebo jest granatowe a liście topoli srebrne i czuję
niewyraźnie czuję, że to wszystko już było
dawno dawno temu w innych okolicznościach