niedziela, 23 kwietnia 2017

Żółty wśród mleczy

Swinga słucham.
I bawi mnie ta frywolna piosenka.



Motyla widziałam całkiem żółtego. Wśród mleczy.
Kolejny tom Tangere już blisko.
I inne książki się lęgną :)

A ja trochę niezdrowa.
Spirytus z sokiem jeżynowym. Ostry.
Potem odzyskuję czucie w przełyku i drożność w drogach.
No.

piątek, 21 kwietnia 2017

Urodziny

Dziś starsza córeczka ma urodziny.
Moja malutka :)




Aktorka, tancerka, nauczycielka tańca, mądry, dobry człowiek.





















Fot. Anna Powałowska

Fot. Anna Powałowska








Fot. Arcadius Mauritz

niedziela, 16 kwietnia 2017

I'll be your mirror



                      I'll be your mirror
                               Nico

to ja to ja
będę lustrem
ukołyszę cię
się
i będę sobie mówić kim jestem
żeby nie zapomnieć
być światłem
w moich swoich twoich oczach
nie wierzyć sobie ani
ani trochę
gdy trzymam w dłoni ciemność
                        AM





sobota, 15 kwietnia 2017

czemu

to twoje barachło - mówi kobieta
pokazując na gazetę wyborczą
i podsuwając mi w zamian
kolorowego chrystusa na krzyżu
i nie jedz mięsa w piątek
czemu -
mówię
to zwyczajne ciała
rozdzierane bez imion
przyklejam uśmiech błazna szerszy
niż moje usta




piątek, 14 kwietnia 2017

Małe a cieszy :)

Przyszło pocztą z wydawnictwa Publikat.
Książeczka z bajeczkami - a między nimi moja. Dawno napisana, w różnych antologia drukowana.
Ale cieszy  jak nowa :)




Jestem dość miła

- Ty przypadkiem nie upijasz się w tym Bytomiu? - pyta wczoraj teściowa.
- ?
- Bo tak źle dziś wyglądasz.
                       
                        *
Po co: otwierasz ten dżem, palisz tyle światła, lejesz dużo oleju, znów wychodzisz.

                        *
- Przecież dziś piątek! - spojrzenie pełne zgrozy na moje kanapki.
- Za chwilę powiem brzydkie słowo - mówię cicho i spokojnie. - Bardzo, bardzo brzydkie.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Poza strefą komfortu

Małe zbiegowisko, gdy podchodzę do schodów na peron. Facet chwieje się, "co pan brał" - pyta jakaś starsza kobieta. Ktoś podrzuca mu walizkę i plecak zapomniane na górze.
Coś się stało - pytam? Coś próbuje powiedzieć, jest jednak mocno pijany, choć ubrany przyzwoicie. - Chce pan jechać do Warszawy? Właściwie to do Ełku, ale w sumie przez Warszawę. Będzie pan musiał wejść na peron. Kiwa głową, niezbyt przytomny.
Czekam już na pociąg, ale jednak schodzę na dół. Stoi i kiwa się, coś sobie gestykuluje. Nie poradzi pan sobie, mówię. Niech pan pokaże bilet. Pokazuje. Ale wie pani, wszystko pomieszałem. Miałem na wcześniejszy, ale źle wsiadłem i musiałem wrócić.
Tak.
Musi pan wejść na górę i kupić nowy w pociągu.
Musimy powiedzieć konduktorowi, ale mogą nie chcieć pana wpuścić. Wejdzie pan ze mną, ja im powiem.
Zawalił mi się świat - mówi. Płacze. Potem się śmieje.
W pociągu usiłuje usiąść w przedziale konduktorskim.
Ten pan się napił, ale musi pojechać, mówię.
Niech siądzie gdzieś na wolnym, odpowiadają.
Wprowadzam go do przedziału i mówię, że przyjdę sprawdzić, jak się ma.
Idę do swojego wagonu, bezprzedziałowego, tak jak lubię.
Opieram głowę o szybę. Myślę - nie lubię pijanych. Denerwuję się. Siedzę tu - bezpieczna od cudzych pijanych łez i rozpaczliwego chichotu, zapachu wódki. Cudzej historii. Wyłączyć się, nie wiedzieć nic.
Wstaję.
W połowie wagonu spotykam ich, konduktor, za nim facet, z bagażami. Wyciąga rękę, łapię go za nią. Chodź, mówię, prowadzę, sadzam koło mnie. Jak się nazywasz. A ty? Spieprzyłem sobie życie.
Dwie godziny.
Skąd się wzięłaś. Czemu mi pomagasz.
Nie wiem.
Płacze i śmieje się. Szczątki historii, zacięta płyta, zapach wódki.
Konduktorka wypisuje bilet, młoda przyjazna, rozbawiona. Pani płaci? Nie - zrywa się, wyciąga z kieszeni zwitek banknotów.
Skąd się wzięłaś.
Jak będę rozrabiał to... - tak, dam ci po łbie. Daj mi po łbie.
Teraz może pośpij - mówię. Muszę popracować.
Zasypia. Siedzę wygięta w bok, cierpnie mi kark, ramię. Nie ruszam się, izoluję się bezruchem, patrzę na mijające minuty. Nie znoszę pijanych, znam ten mechanizm, chcę zaczarować przestrzeń i czas, uciec.
Pierwszy raz wysiądę na Zachodnim, przystanek wcześniej niż zwykle.
Budzę go. -  zaraz wysiądziesz, na następnym przystanku. Będziesz musiał poczekać i się przesiądziesz. Nie zapomnij walizki, nie zapomnisz?
Niczego nie zapomnę.

niedziela, 9 kwietnia 2017

na temat księżyca




Pachniało. Przez chwilę myślałam, że ktoś zapalił kadzidełko, a to była mirabelka. Sporo ich na osiedlu. Do tego to jest ten tydzień, gdy spadają kwiaty topoli, i zanim zostaną zamiecione, rozścielają się w parujący zapachem dywan, trochę przypominający leśną wilgotną ściółkę. Zresztą jest swój własny, trudno go porównać. Coraz więcej fiołków - ale one są dyskretne - trzeba się przy nich położyć i wsadzić w nie nos. I lubią rozgrzane powietrze, wtedy oddają się najmocniej.

piątek, 7 kwietnia 2017

Radość

Dziś kolejną radością się dzielę - z najnowszym numerze "Twórczości" można przeczytać kilkanaście moich wierszy.
Wzruszona jestem!


Po podróży

Do domu dotarłam po dziewiętnastej.
W sandałkach. Na bosych stopach oczywiście. Było tak ciepło, gdy dwa dni temu wyjeżdżałam z Warszawy, że nie miałam też kurtki, tylko lekką bluzę.
A potem się zmieniło :)
Nie odważyłam się więc  na długi spacer na dworzec bytomski w zimnym deszczu. Wsiadłam w taksówkę.
- Nie chcę pani martwić - powiedział w pewnej chwili kierowca - ale mamy grad...
Nie, nie zmartwiłam się.
Oraz zdjęcie z pociągu :)


środa, 5 kwietnia 2017

Tak idę

Jak mam pisać z telefonu, to nigdy nie wiem, czy zadziała klawiatura. Często nie chce. A chcę coś zanotować z wczoraj.
Po Polskiej Platformie Tańca kontrowersje wokół spektaklu Karola Tyminskiego.
Z nagością i projekcją sceny seksu na koniec. Na platformie być nie mogłam, ale widziałam wcześniej w Instytucie Teatralnym.
Podobał mi się, choć nie w sensie tradycyjnej estetyki oczywiście. Raczej w ten sposób, że produkuje ważne pytania.
Wieczorem rozmowa w liwing rumie przy kolacji.  Usłyszałam słowa bardzo krytyczne. Że na pewno nie ma tam wartości które widzę. Że oczywiście mam prawo po swojemu.
I ok.
Ale nie mogłam przestać myśleć, że One (bardzo fajne dziewczyny!) nie lubią mnie już tak jak wcześniej. I czy w dyskusji, która się rozwinęła, nie szłam po bandzie, celowo podważając i dekonstruujac. Jakbym chciała mieć za sobą to, że będę znielubiona - jak już, to już.
Strzelam samobójcze gole.
Mechanizmy destrukcji czy prawdziwa ja.
Przewrazliwienie? Czy w ogóle coś takiego jest. W takich chwilach nie wiem, czy jestem niezależna i odważna czy beznadziejnie głupia i infantylna.
NO trudno.
Mam 50 lat i pewnie będę nieść ze sobą tę mieszankę.
I poczucie, że piszę tu o glupotach, a w świecie dzieją się ważne rzeczy. Tak, wiem....

!@#$/^& Taka jestem, to mam, z tym idę.



niedziela, 2 kwietnia 2017

Chwila


u wylotu ulicy czerwone słońce
mówi znam cię
minęły warstwy powietrza skóry farby na ścianie głosy
a ono stuka mnie w ramię
zrzuca czerwone pióra