poniedziałek, 28 sierpnia 2017

na poranek

Michael Nyman na przedpołudnie - albo ranek, jak tam kto czuje.
Ostatnio był Steve Reich, więc teraz, logicznie, krok dalej. Minimalizm połączony z "barokiem", tak mówi o sobie Nyman, w odniesieniu zwłaszcza do niektórych utworów. Ten taki jest. Dlatego chyba tak mocno na mnie działa: ma w sobie napięcie, dynamizm, rodzaj desperacji nawet. Na bazie powtarzalnych fraz, segmentów, narasta i niemal rozpycha się bogactwo dźwięków. Dla mnie to jakby metafora życia. zamknięcie w powtarzalności, a jednocześnie siła, radość wystawiona - naprzeciwko rozpaczy?
Życie?



sobota, 26 sierpnia 2017

Na wieczór

Dziś wieczorem pracuję i słucham Reicha.

Do późnego popołudnia nie mogłam się zebrać. Tak mam czasem, a potem jestem zła na siebie, że marnuję czas. Mówię sobie, że skoro nie mogłam, to nie mogłam, i przecież jednak się zebrałam. Ale chciałabym nie marnować, nic nie marnować.

Rano na Drugą Stronę wrzuciłam wiersz o... pisaniu wierszy, a tak naprawdę o językowej naturze świata. To oczywiście rzecz znana i filozoficznie opracowana do suchej nitki, ale to też mierzenie się ze sobą. najlepiej, jak jeszcze dotknie się tym czegoś wspólnego, po to jest pisanie - chyba zawsze.

To może zalążek nowego cyklu, a właściwie jego fragment, bo trochę już było wcześniej, ale teraz mniej publikuję w blogach.







A  takie zdjęcie zrobiłam - i podoba mi się :)


czwartek, 24 sierpnia 2017

Książeczka

Postanowiłam wydać Rotlippenmuschel. W tym dość intensywnym czasie, który bywa okropnie trudny, ale jednocześnie należy do tych piękniejszych w moim życiu.
Sama wydać. Bo tak jak ja chcę, tak nikt mi nie wyda. W kolorze, każdy wiersz z towarzyszącym mu zdjęciem na sąsiedniej stronie, w oprawie robionej na zamówienie w introligatorni. Nikomu się to nie opłaci, mi zresztą tym bardziej, gdybym brała pod uwagę taką dziwną rzecz jak pieniądze. Tak nie powinna mówić biznezłumen. Ale tu nie o to chodzi, to po prostu musi się urodzić i musi być moje w każdym milimetrze.
Dziś byłam w introligatorni. Coś wybrałam, coś wiem, ale coś jeszcze się kształtuje. W głowie aż dymi od myśli. Ale ja prawie każdą rzecz tak robię, z taką gorączką.
Na pewno będzie sporo czerwieni. Dużo czasu zajęło dziś szukanie odpowiedniego odcienia.
Mała książeczka w niewielkim nakładzie.
Mam nadzieję, że się to uda.

A na zdjęciu ćma.


wtorek, 22 sierpnia 2017

Nocka

Walka z istotą zdeterminowaną, by zapewnić byt swoim dzieciom, trwała do 2.30. Mądra biologiczną mądrością, chowała się przy świetle, by zaatakować po zgaszeniu lampy. Bz. Bz. Bz. Bliżej i dalej, czasem bardzo blisko.

Wstawałam chyba sześć razy, używając coraz brzydszych słów. Coraz bardziej też wściekła na niewinnego psa, który boi się owadów prawie tak bardzo jak burzy, i który uznał, że na mojej głowie jest najbezpieczniej, więc w zasadzie można deptać po moich włosach. Za którymś razem uderzyłam psa - poduszką i nie za mocno, ale wtedy wystraszył się jeszcze bardziej, a moja złość zmieszała się z wyrzutami sumienia i z myślą, że jestem parszywym stworzeniem, w niczym nie lepszym od biednej Lu i od Komarzycy, która przecież ryzykuje życiem dla przyszłych pokoleń. Błędnym wzrokiem podążałam za jej bzyczeniem, trzymając w ręku szmatę, którą gotowa byłam zadać cios. Miękki materiał nie nadawał się do tego za bardzo, ale za którymś razem dzielna owadzica zamilkła.

Tak słabo czułam się człowiekiem, z tą telepiącą mnie złością, a może to właśnie jest takie ludzkie, takie kurwa, ludzkie.


niedziela, 20 sierpnia 2017

sobota, 19 sierpnia 2017

Przed północą

Cały dzień dziś prawie zajmuję się tłumaczeniem. Tekstu niemieckiego na polski. Tak mnie wciągnęło, ze niepostrzeżenie zaczęła się zbliżać północ. 
No to tylko placuszki z cukinii, co je sobie usmażyłam. Z dodatkiem mąki, jajka i łyżki kefiru, tak mi ktoś doradził i rzeczywiście nie rozpadają się i nie nasiąkają za bardzo tłuszczem.


I jeszcze tylko powiem, że w środę byłam w kinie na "Mr Gaga", przepiękny film. Z córka młodszą byłam. Film jest o Ohadzie Naharinie, izraelskim tancerzu i choreografie, którego bardzo lubię, cenię i podziwiam. Dokument, ale tak zrobiony, ze porusza, wzrusza i daje poczuć rodzaj emocjonalnej siły, na mnie przynajmniej tak zadziałał.Polecam bardzo.

wtorek, 15 sierpnia 2017

na skórze

w zwierzęcych skórach, co zostały po przodkach,
wciąż lęgną się drobne zwierzęta, całe pokolenia od czasu,
kiedy ożywiały je sprężyste ciała, stalowe mięśnie łap i karku.
noszę na plecach tę historię,
niedokończoną wiadomość
rozpisaną na enzymy i rytmy,
dlatego gdy po drugiej stronie słyszę:
poczta głosowa proszę zostawić wiadomość,
myślę o kłach i pazurach o nieudanej
przeprawie przez rwącą ciemną rzekę
a nie że tacie w szpitalu wyładował się telefon,

a potem moje obce ciało kłóci się ze mną.

                                        8 sierpnia 2017


PS. Tata wyszedł ze szpitala i czuje się dobrze


                                     



poniedziałek, 14 sierpnia 2017

jednak

Myślałam, że zamknęłam już cykl o Rotlippenmuschel, ale jeszcze jedna się napisała. Może jest ważna.
na Drugiej stronie.

środa, 9 sierpnia 2017

Farsa

Autobus zatrzymał się na przystanku przy Uniwersytecie. Wejściem od kierowcy wszedł pan w kamizelce służb chyba "porządkowych". Już wiesz? - zapytał kierowcę, a potem zwrócił się do pasażerów:
- Proszę państwa, już jutro jest dziesiąty - i tu teatralnie (lekko komediowo) zawiesił głos. - A więc na Krakowskim stoją już barierki. Ten autobus tamtędy nie pojedzie.
Uznałam, że nie będę jechać objazdem, wysiądę i ostatni kilometr przejdę pieszo. jakież było jednak moje zdziwienie, gdy się okazało, że piesi również nie przejdą. Ruch został zablokowany całkowicie, dziesiątki samochodów policyjnych, setki policjantów pilnują barierek. Niektórzy z minami pełnymi zażenowania, z rozkładaniem rąk (w podtekście: nie gniewajcie się, to nie nasz pomysł).
Jutro wieczorem miesięcznica smoleńska. Dlaczego trzeba było zamknąć pół Krakowskiego Przedmieścia poprzedniego dnia po poludniu? Także dla pieszych? Jeśli pis się boi, że kontrmanifestanci ich wyprzedzą, to może niedługo zamkną tę część miasta na stałe. I niech patrolują przestrzeń powietrzną.
To się zamienia w paranoję. Straszno-śmieszna farsa.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

kilka wieści

Dostałam egzemplarze czasopisma "Borussia", a w nim recenzja tomów z serii Tangere. Numer ma w przewodnim haśle "losy kobiet", to i wybór książek do recenzji jest genderowy - motywowany płcią.
O, proszę:



Tekst ma tyle stron, ile tu przeważnie ma recenzja, więc w przeliczeniu na tomik nie jest tego wiele. Powiedziałabym, trawestując tytuł, że recenzentka poczyniła "cztery króciutkie rzuty okiem" ;).
No, ale już, nie będę marudzić...

***

Nie pisałam, bo tata jest w szpitalu, w czwartek miał operację.
Lekarze mówią, że jest dobrze, a ja się ciągle boję zapeszać, nawet nie przypuszczałam, że jestem taka przesądna, no normalnie, jakbym jeszcze nie zlazła z drzewa.
Zresztą coraz częściej myślę, że nie zlazłam.
A "znerw" lata mi temperatura, mam skoki gorączki i różne takie.

***

I komarzyca ze mną mieszka. W dzień się ukrywa, a po zgaszeniu światła natychmiast wyłazi. Bzyczy, straszy psa. Ja z nią nawet empatyzuję,  w końcu to matka. Dziś ugryzła mnie w kolano.

***

Z Aniowych rzeczy w tym samym numerze "Borussii" jest pięć moich wierszy, nigdzie nie publikowanych, nawet w internetach, więc w pewnym sensie nówki.


***

To tak na wypadek, gdyby ktoś tu jeszcze chciał zajrzeć.