sobota, 15 sierpnia 2020

Szczur i ja

 

Dziś minęło 16 lat od śmierci Helmuta.

Na fb napisałam notkę i przeklejam ją tutaj.


Na zdjęciu jest Helmut, mój szczur. Umarł 15 sierpnia 16 lat temu. Noc była już bardzo ciężka. Wcześniej wydawało się, że dochodzi do siebie po operacji, wycięciu guza nowotworowego. Ale potem zaczęły się objawy zapalenia płuc, niereagującego na antybiotyki. Ogrzewałam, tuliłam, poiłam. Jednak oddychał coraz ciężej. Z samego rana, w świąteczną niedzielę zabrałam go ponownie do kliniki, tam lekarz powiedział, że to raczej przerzuty i że on umiera. Musiałam podjąć decyzję, że nie pozwolę mu się udusić. Pamiętam, że chodziłam po korytarzu, nosząc go na poduszce z termoforem, zanim weszłam z nim do gabinetu. Do domu wróciłam jak automat i długo nie mogłam psychicznie dojść do siebie.

Ale pamiętam też poprzednie dwa i pół roku z nim. Kiedy on mnie uczył, a ja uczyłam się rozumieć. Że wzajemnie wydostajemy się na niepodległość. Że przez te lata stawaliśmy się dla siebie, wyłanialiśmy z niezróżnicowanej masy "przedstawicieli obcego gatunku", z kulturowo obciążonego schematyzmu myślenia o Innym. Bo szczur jest stygmatyzowany na różne sposoby i na różnych poziomach, realnym i symbolicznym, całkowicie odarty przez nas z podmiotowości, i nie ma nawet szans na osobiste umieranie - jest poddawany deratyzacji, jest brudem, chorobą. Symboliczny poziom przemocy każe mu zaś być obrazem wstrętnego zła.
Nie wiem, nie mogę wiedzieć, jakie procesy stygmatyzujące zachodzą po drugiej stronie relacji, ale wyrosłam już z homo sapiens jako korony stworzenia i wiem, że nic nie wiemy o swoistej dla każdego gatunku doskonałości. Nie znamy kategorii, którymi operuje mózg szczura, delfina czy rozbudowany układ nerwowy ośmiornicy, czy nawet (a w zasadzie dlaczego nawet?) system operacyjny społeczności owadzich, mas bakteryjnych, jeszcze czegoś/kogoś, kogo nasz system nie klasyfikuje albo i nie postrzega. Dlatego nie wiem, jak Helmut postrzegał mnie, kim dla niego byłam. Ale nie jestem na tyle zadufana, by zakładać, że w kontakcie ze mną kierował się tylko instynktem czy mechanizmami adaptacyjnymi. Był kimś spoza systemu, mojego systemu operacyjnego. Nie umiemy opisywać takiego świata, możemy tylko relacjonować to, co nam się wydaje, bo operujemy wewnątrz naszego systemu. Możemy też próbować wyostrzac świadomość tej sytuacji. Tak, to jest trochę jak dotarcie do końca świata, gdzie natrafiamy na ścianę; ale gdy się jej dobrze przyjrzymy, możemy zobaczyć miękkie, elastyczne miejsca. Możemy je badać, popychać, a czasem kopać, uderzać głową z rozbiegu i wtedy przesuwamy trochę tę elastyczną powłokę. Nie rozerwiemy jej, ale możemy ją trochę przesunąć, uwypuklić w obcą przestrzeń. Ta powłoka, nieprzezroczysta błona, odbije nas, odrzuci, może z siłą równą naszej sile nacisku, ale cały ten akt, tę próbę, możemy próbować zapamiętać, pozwolić, żeby zmieniła nas, trochę.
Dziękuję, kochany Helmucie, że byłeś ze mną, że próbowałeś, że pozwoliłeś mi próbować.

7 komentarzy:

  1. Mądra z Ciebie kobieta.
    Dużo się uczę od koni.
    I też nie widzę homo sapiensa na szczycie hierarchii. Wymyślonej przez niego samego więc co ona warta w sensie obiektywizmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się wypowiedziałam. Jeśli tylko się chce od naszych braci mniejszych (albo większych) można się wiele nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bałam się czytać widząc to słowo szczur
    A to tylko stygmatyzacja;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, dziękuję Ci za ten tekst!
    Od razu przypomniała mi się też Mateczka Szerszeń.

    OdpowiedzUsuń