piątek, 7 kwietnia 2017

Po podróży

Do domu dotarłam po dziewiętnastej.
W sandałkach. Na bosych stopach oczywiście. Było tak ciepło, gdy dwa dni temu wyjeżdżałam z Warszawy, że nie miałam też kurtki, tylko lekką bluzę.
A potem się zmieniło :)
Nie odważyłam się więc  na długi spacer na dworzec bytomski w zimnym deszczu. Wsiadłam w taksówkę.
- Nie chcę pani martwić - powiedział w pewnej chwili kierowca - ale mamy grad...
Nie, nie zmartwiłam się.
Oraz zdjęcie z pociągu :)


6 komentarzy:

  1. Tez tak wczoraj wybralam sie na miasto, uznalam ,ze juz wiosna, wiec zarzucialm lekkie ponczo na jeszcze lzejszy sweterek, na nogi baleriny bez skarpetek...no i mnie jednak ta pogoda zaskoczyla, tylko prawie bieg mnie uratowal od szczekania zebami.
    Czy to brzozy za oknem mknaceego pociagu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to brzozy się tak "rozjechały"

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję! W sumie przypadkowo tak wyszło :)

      Usuń