poniedziałek, 6 marca 2017

Dawno temu, w odległej galaktyce

Miałam trzydzieści kilka lat, gdy zaczęło mnie boleć serce.
Dziś, przejeżdżając dawno niewidzianą trasą, poczułam, jak wracają wspomnienia. Przychodnia, do której trafiałam co parę tygodni, i diagnoza, że nic mi nie jest, że zastawka mitralna może dawać takie objawy i nie jest groźna. Badania krwi, ekg, holtery - tu już jakieś nierytmiczności dały się zauważyć.
Słabość i nagły strach, czy nie zemdleję. Zawroty głowy. Badanie błędnika, owszem, jakieś nieskompensowanie w jednym uchu. W końcu musiałam uważać, żeby gwałtownie nie ruszyć głową...
Rezonans mózgu, wszystko dobrze. To dobrze. Ale zawroty wybudzały mnie już w nocy.
Stałe poczucie lęku, że coś się dzieje niedobrego. I zniecierpliwienie rodziny, lęk i złość córek, oraz wstyd, że matka taka...
Lęk, lęk - a z lękiem samotność. I żal, że nie umiem sprostać, być silną matką, która jest wsparciem, a nie słabym człowieczkiem, który prosi o zrozumienie.
Dobrze dobrany lek antydepresyjny szybko przyniósł poprawę, ale w pewnym sensie musiałam zacząć budować siebie od nowa. A nie wiem, czy da się od zera, czy można oderwać się od swojego obrazu w oczach rodziny i własnych oczach też. Czy oni zawsze będą we mnie widzieć tamtą Anię, która była zlepkiem strachów.
I myślę sobie, czy tamten czas był cokolwiek wart i czuję że nie. Nic. Można by go wykreślić. Zrobiłam wtedy większość doktoratu, uczyłam studentów, udzielałam korepetycji, ale mimo to bilans jest negatywny. Nienawidzę siebie z tamtego czasu. Nie chcę się znać.
Pamiętam jeszcze, że czasem, po ciemku, patrzyłam wtedy w jasne okna i myślałam, że tam wszędzie mieszkają ludzie, którzy żyją. A ja idę w ciemności i nie wiem, czy kiedykolwiek dotrę do jakiegoś jasnego wnętrza. Czasem jeszcze na widok świateł w oknach coś mnie ściska w sercu.

32 komentarze:

  1. A ci ludzie patrzyli w Twoje okna i myśleli dokładnie to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest możliwe. Ale wtedy nie wydawało mi się prawdopodobne...

      Usuń
  2. Aniu...jak mozesz tak myslec, matka corkom, doktorat, uczenie studentow, korepetycje...jak to bilans negatywny! no jak? czy Ty nie zdajesz sobie sprawe z tego jak niezwykla kobieta jestes? Ty, a nie inni, powinnas byc o tym przekonana. Mam nadzieje ,ze te Twoje niepewnosci sie skonczyly! sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy byłam tak do niczego, że mam poczucie, że tamten czas to same minusy. Przepracowuję to, zmieniłam się, ale tamto jest jakby na straty. Chciałabym umieć widzieć to inaczej.

      Usuń
  3. Wiesz, galaktyki oddalają się od siebie. Tamta Twoja mknie w przestrzeń, a Ty podaruj sobie trochę polubienia i wiary że plusów jest stanowczo więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że potrafię, albo kiedyś będę mogła.

      Usuń
  4. Aniu jesteś super fajną, silną i mądrą dziewczyną. Patrz do przodu nie do tyłu. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwica lękowa to coś, co potrafi człowieka upodlić. Zwłaszcza gdy otoczenie nie może, nie umie dać wsparcia. ja mam poczucie, że wtedy zawiodłam...
      Odbudowałam się, ale czasem to wraca, tak jak w dzisiejszym wspomnieniu.

      Usuń
    2. A ja mam poczucie, że zawiodłaś nie Ty, tylko Twoje otoczenie. Myślę, że czas przewartościować wspomnienia. Zrobiłaś bardzo dużo, POMIMO choroby. Jeżeli otoczenie wymagało od Ciebie jeszcze więcej, no cóż, na pohybel otoczeniu i jego wymaganiom. Niech spada. Tym bardziej, że to było i minęło.
      Myślę sobie, że nie warto negować tak dużego kawałka swojego życia. To w jakiś sposób wpływa na Twoją dzisiejszą samoocenę i gdzieś tam ją porządnie zaniża. Doświadczenia budują, nawet kiedy w danej chwili tak tego nie widzimy.

      Usuń
    3. W punkt! Zawiedli Cię najbliżsi i to jest bolesne. Być może miłość do nich spowodowała u Ciebie wyparcie tej prawdy- wolisz oskarżać siebie , zamiast powiedzieć głośno- to oni- mąż i córki nie pomogli mi w potrzebie, nie wsparli, odwrócili się. To jest bardzo smutne, ale taka jest prawda. Byłaś ich matką, żoną, chorą osobą , której należało się szczególne wsparcie, a Ty otrzymałaś oskarżenia, niechęć, brak zrozumienia. Aniu, Ty powinnaś to im głośno powiedzieć- byłam chora, a nie dostałam wsparcia, wpędzaliście mnie w poczucie winy! Człowiek nie jest winny, że jest chory- to jakiś absurd! To okrucieństwo! Może to by oczyściło w końcu atmosferę? Ty pomimo choroby dałaś radę, osiągnęłaś bardzo dużo tylko dzięki sobie i swojej sile! To oni powinni chcieć zapomnieć o tym czasie, to oni zawiedli, to oni powinni mieć dzisiaj duże wyrzuty sumienia- nie pomogliśmy mamie, żonie, byliśmy dla niej niesprawiedliwi, okrutni..

      Usuń
    4. Nie ma co obwiniać rodziny, otoczenia, rzucać ciężkich oskarżeń, że zawiedli, że.... U nas wiedza ogólnie medyczna jest w powijakach, więc nawet nie wspomnę o wiedzy na temat chorób związanych z psychiką. Często jest tak, że te twarde, mocno stąpające po ziemi, ogarniające wszystko i wszystkich kobiety po prostu po pewnym czasie nie dają rady. Otoczenie i rodzina tego nie rozumie, no bo jak ma zrozumieć sytuację, która nagle się zmieniła i to z niekorzyścią dla nich... Oddawanie tego, co przynależne boli, bo jak oddać to co fajne, miłe, bezproblemowe i dobre. To budzi sprzeciw. To oczywiste. Jak ktoś kto mógł wszystko nagle nie może, nie to niemożliwe przecież.
      Chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, by powiedzieć, a jak nie dotrze to wywrzeszczeć, że mam dość, jest mi ciężko, nie daję już rady... Trzeba zauważyć siebie, docenić siebie, dać sobie szansę na błędy.
      I wiem coś o tym.
      Aniu, moja Ty duszko.

      Usuń
    5. Dzieci były nieduże (wiek wczesnonastoletni), nie mam do nich żalu, że czuły to, co czuły. Mąż też miał prawo do swoich odczuć. Do siebie mam pretensje, że była taka słaba. Że nie poradziłam sobie całkiem sama.
      Fakt, że teraz jeszcze, kiedy ten czas wraca niekiedy w rozmowach, i dzieci i mąż dają mi do zrozumienia, że powinnam ich przeprosić. Za czas, kiedy byłam chora. Nie umiem się na to zdobyć.

      Usuń
    6. Nie wiem czy mam prawo się wtrącić w dyskusję ale patrzę z punktu widzenia osoby która właśnie teraz znajduje się w takim stanie jak Pani była kiedyś. I przepraszam ale to nieprawda. Nieprawda, że Pani powinna przeprosić za to, że była Pani CHORA. Bo nerwica czy depresja to choroba, tak samo jak ból zęba czy rak. Nie wolno umniejszać jej znaczenia czy odbierać choremu prawa do wsparcia, obojętnie na co choruje. Nie wyobrażam sobie abym miała kogokolwiek przepraszać za to jak się czuję. Przecież to ja najbardziej ze wszystkich chcę być zdrowa, widzieć świat znów w kolorze a nie w czerni, być znowu sobą. Ale tak nie jest. Nie obnoszę się ze swoją chorobą, nie oczekuję litości, leczę się ale mam prawo do zrozumienia i wsparcia zwłaszcza ze strony najbliższych i je otrzymuję. Choroba to nie słabość Pani Aniu. Słabością jest gdy najbliższa osoba, zwłaszcza dorosła tego nie rozumie. To jest wręcz okrutne. Podziwiam Panią Pani Aniu, jest Pani wspaniałą osobą, zaradną, mądrą, wrażliwą i piękną. I tylko szkoda, że takie słowa, prawdziwe na wskroś, słyszy Pani od obcych a nie od najbliższych.

      Usuń
    7. Też nie wiem, czy mam prawo się wtrącić, ale się wypowiem. Delikatnie, chociaż miałabym ochotę, podobnie jak Rybeńka poniżej, wypowiedzieć się dosadnie. I podobnie jak ona, powstrzymam się.
      Czy nie wydaje Ci się, że gdybyś ich przeprosiła, to zaparłabyś się siebie fundamentalnie, dogłębnie i strukturalnie, i pewnie nie pierwszy raz?
      Czy uważasz, że to by komukolwiek pomogło?
      Im - jakoś mam wrażenie, że to by nie wystarczyło.
      Tobie - myślę, że mogłoby Cię to rozsypać dość konkretnie...
      Czuję, że mogłabym dalej, ale skończę.

      Usuń
    8. ktoś mi powiedział: "przeproś, co ci szkodzi, przeciez przeprasza się na przykład, jak się kogoś niechcący potrąci". Ale ja nie mogę - właśnie z jakichś fundamentalnych dla mnie powodów. Mogę to zrozumieć i jest mi przykro, że cierpieli. Naprawdę. Ale przeprosiny w tym wypadku, pod tego rodzaju emocjonalną presją odczulabym jako przyznanie, ze jestem winna.
      Może to dzisiejsze pisanie tu pomoże mi wyzwolić się z tego i zaakceptowac siebie z tamtych lat. Może to już czas.

      Usuń
    9. Przypomniało mi się, że miałam kiedyś koleżankę, która cierpiała na różne lęki, oraz na różne psycho( być może ) somatyczne choroby. Za cholerę nie mogła się z nich wyleczyć. Dopiero po długim czasie znajomości opowiedziała mi trochę o swoich lękach. Pamiętam, jak ją podziwiałam, że pomimo takich obciążeń dawała radę żyć. Ale trzeba przyznać, jej chłopina ją zawsze w tym akurat aspekcie wspierał. Tym bardziej podziwiam Ciebie, która takiego wsparcia nie miałaś.

      Usuń
    10. Ania, nie przepraszaj, bo nie masz za co. Za chorobę? Nie myśl o tym, co było, bo to już było...

      Usuń
    11. Anonimowa72 - tak, minęło na szczęście, minęło wiele lat, przeszłam też terapię, która wiele mi dała. Żyję, pracuję, spełniam marzenia...
      Agniecho - wsparcie miałam, można powiedzieć, logistyczne. Mąż na przykład woził mnie nieraz na badania czy na ostry dyżur. Nie ukrywam jednak, że dawał mi odczuć swoje zdenerwowanie. Myślę, że inaczej po prostu nie umiał...

      Usuń
    12. No może nie UMIAŁ inaczej.
      Ale Ty nie MOGŁAŚ inaczej.
      Czujesz różnicę? Pewnie, że czujesz.

      Usuń
  5. denerwuje mnie, jak wszyscy zgodnym chórem pieją peany na temat ciężkich chorób jak to wszystko zmieniła na lepsze i ile im dała
    zdarza się i tak
    ale choroba ma różne oblicza
    również takie, o któych nie chce się pamietać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż mój twierdzi, że nerwica czy depresja to tak jak alkoholizm (czyli jeśli choroba, to najwyżej w takim znaczeniu. Dlatego chciałby, abym przeprosiła tych, których skrzywdziłam. Ta krzywda to to, że oni się o mnie bali. Na przykład to, że wiózł mnie na pogotowie, a tak stwierdzali, że nie mam zawału. Albo że przyjeżdżało pogotowie, i lekarz patrzył na moje dzieci "ze współczuciem", a one się wstydziły. Że musieli być z moim lękiem i to było trudne dla nich.

      Usuń
    2. wszystko, co chcę teraz napisać bardzo byłoby niemiłe dla twojego męża i tylko ze względu na Ciebie nie piszę tego

      to taka mentalność specyficzna, owocująca min. poglądami na inne sprawy

      Usuń
    3. Jak można przepraszać za to, że się było chorym!!!
      To mąż powinien Cię przeprosić za to, że nie był wsparciem w trudnym czasie!
      Aniu, nie ma tu ŻADNEJ Twojej winy!
      Tulę Cię bardzo mocno i ciepło :**

      Usuń
    4. Dziękuję, dziewczyny, za wsparcie. Nawet nie myślałam, że komentarze tak się rozwiną - wczoraj po prostu wróciły wspomnienia i to, że odczuwam tamten czas jako stracony, nic nie warty. Pewnie sama mam do siebie żal, że nie okazałam się wystarczająco silna.

      Usuń
    5. Więc tak, mamy tu taką sytuację z życia wziętą. Para ludzi. On chory na raka, raz jest gorzej, raz lepiej, niepewność to jedyna pewność, ona się boi o niego.
      I on miałby ją przepraszać, że ona się boi i cierpi, bo to jest jego wina?
      Wg. Twojego męża pewnie tak.
      Czy Twoi bliscy czytają Twojego bloga?
      Teraz już kończę, bo się zaczynam nakręcać, a przecież jutro święto łagodności delikatności uległości...Dzień Kobiet, jednym słowem. Trzym się, Kobieto.

      Usuń
    6. Wiesz - nawet kiedyś mu podałam taki hipotetyczny przykład, to znaczy gdyby to był rak... Według niego tego nie da się porównać, to jest co innego.
      Mąż nie czyta. Może, ale nie chce.
      Córki kiedyś zaglądały, teraz chyba nie.
      Moi rodzice czytają. I co ciekawe - nasze relacje zrobiły się przez to głębsze. tata jest dość skryty, ale zdarza mu się wstawić komentarz, w którym mówił o swoich uczuciach. Tak jakby łatwiej było czasem napisać niż powiedzieć.

      Zastanawiałam się przez chwilę, jakie święto masz na myśli :))

      Usuń
  6. Przepraszać? A za co?
    Ja trzy lata temu miałam pierwszy atak, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Trójka dzieci, najmłodsze wtedy 4 latka, najstarsze 16. Wiedziałam,że się o mnie bały jak siedziałąm pod kocem w środku lata i się trzęsłam, jak nie mogłam jeść. Brały najmłodszą na spacer. Byłam sama, mąż za granicą, ale wsperał jak mógł.Jak widział,że jest bardzo źle, wziął urlop i wrócił, kazał jeść, zabrał na wakacje, kazał wziąc tabletki przepisane przez lekarza, których bałam się przełknąć. Teraz widzę,że jestem szczęściarą, swoje dzieci przeprosiłam za to,że musiały się o mnie tak bać,że nie ukrywałam przed nimi, co się ze mną dzieje, ale wtedy nie potrafiłam. Dopiero po roku leczenia wiedziałam, co się ze mną stało. Po Twoim wpisie, widzę,że muszę podziękować swojej Rodzinie :)A może Twój mąż potrzebuje, abyś mu wytłumaczyła co się z Tobą działo, tak na zimno? Wiem,że widział to , ale nie wiedział, co czujesz w środku. Ja powtarzałam mężowi wszystko , co mówił mi psycholog na sesjach i chyba wtedy i on i ja zrozumieliśmy, co to jest depresja i nerwica lękowa. Nie poddawaj się i nie przepraszaj :) Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze długo po tym ukrywałam, że coś mnie boli, albo że zwyczajnie się źle czuję. Widziałam, że to wywołuje zdenerwowanie męża. Nawet na operację ręki pojechałam sama...
      Długo bylo: nic ci nie jest, to nerwica. To się ciągnęło za mną przez lata - aż wreszcie przestało mnie obchodzic. Sprawy zdrowotne ogarniam we własnym zakresie;)
      szkoda mi jednak tamtego czasu, który uważam za w pewnym sensie stracony.

      Usuń
  7. Na depresje I nerwice nie mamy wplywu, na bycie alkoholikiem tak, nie mozna tego porownywac!
    Przykro mi gdy widze bardzo wrazliwa, wartosciowa, kreatywna osobe, ktora osiagnela tak duzo, a ktorej bliscy podcinaja skrzydla...mam takie wrazenie.
    Majolika
    Ps.Popieram to, co napisala rybenka o Twoim mezu.
    Ps.Czytam Twoj blog od dawna, trafilam od rybenki, a teraz odwazylam sie napisac komentarz.
    Ps.To nie byl stracony czas, ale to Ty musisz to poczuc:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że napisałaś, to dla mnie ważne. Dziękuję:*

      Usuń
  8. Aniu, ja od zeszłorocznej wiosny zmagam się z nerwicą lękową. Teraz już jest lepiej, ale ze mną jest trudno, bo bardzo źle reaguję na antydepresanty. Mam wiele skutków ubocznych, które trudno znieść, choć w końcu chyba plusy zaczynają nad minusami górować. I mam takie samo odczucie, że ten czas to nie było i nie jest moje prawdziwe życie. Że zacznę żyć dopiero, jak (i jeśli) wyzdrowieję... Mam wielkie wsparcie Męża i dzieci, ale też poczucie, że czasami zaburzam i ich życie. Jest mi bardzo trudno, ale walczę...
    Pozdrawiam Cię serdecznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, współczuję Ci bardzo, bo wiem, jak to jest, nerwica lękowa to okropna choroba. Bezwarunkowe wsparcie najbliższych to jednak już połowa sukcesu. A próbowałaś psychoterapii? Zdrowienie to proces, a terapia potrafi bardzo pomóc. Oczywiście trzeba trafić na dobrego terapeutę i jeśli coś w nim Ci nie pasuje, zmienić i szukać odpowiedniego. Oczywiście trzeba dopasować go swoich potrzeb.
      Leki miewają skutki uboczne - u mnie było to zwolnienie metabolizmu i niestety dodatkowe kilogramy, ale innych nie.
      Ewo, ważna jest świadomość, że to minie. Pewnie warto nie spinać się, pozwolić temu płynąć.
      Ściskam i przesyłam dużo ciepłych myśli!

      Usuń