niedziela, 14 kwietnia 2019

Dalej

Już pół kwietnia, a ja nie piszę, bo - ciągle nie jest tak, jak mogłoby. Chciałabym jakiegoś przełomu. W końcu kredensik wylądował na balkonie. Znajoma poprosiła dwóch silnych poetów, i dobrze, że dwóch, bo jeden nie dałby rady, poza tym trzeba było rozkręcić. Pomyślałam - jest sucho, postoi, to się i wywietrzy trochę, a ja przynajmniej będę wiedzieć, czy to tylko on jest winien. Balkon wyścieliłam folią malarską i przygotowałam drugą, żeby przykrywać. I wiecie co?  W nocy spadł śnieg. Dziś już znowu słońce i sucho, a ja musiałam trafić na jeden jedyny opad. Przykryłam, ale już było za późno, nie usłyszałam śniegu, nie sprawdziłam też prognozy. Nie wiem, czy to mu bardzo zaszkodziło, ale możliwe, że tak, jeśli wilgoć weszła w płyty wiórowe. Trudno, najwyżej za niego zapłacę.
śmierdzi w mieszkaniu mniej, tak o 70-80 procent. Dziś wyjęłam półeczki z szafek kuchennych i okleiłam im te brzegi, gdzie są przecięte, czyli z wiórami na wierzchu. Te miejsca śmierdziały bardzo przy wąchaniu z bliska, więc pewnie również emitowały. Kleiłam aluminiową taśmą samoprzylepną, jest dobra do tego celu, tak wyczytałam.
Parę osób już było u mnie w gościach, większość czuła ten zapach, ale raczej mogliby z nim mieszkać.
Chcę tu zostać. Ciągle się nie poddaję.

Staram się dużo pracować.
Miałam już mieć jeden wydrukowany tytuł, pierwsza książka w wydawnictwie w tym roku. Nawet przyjechała - ale wraca. Do reklamacji.
Tak, że tak.

niedziela, 31 marca 2019

Oswajanie siebie

Natężenie dziwności.
Poczucie rozpływania się. Wiedziałam, że tak może być; niezależnie od tego, jak bardzo chciałam odejść i od jak wielu lat o tym myślałam (od bardzo wielu) - bałam się, że skoro pewne współrzędne tworzą mnie, moją psychikę, to świat mój rozintegruje się bez nich.
Pracuję, działam, kupuję różne cosie dla tego mieszkania i siebie.
Ale jednak nadal jeszcze nieoswojenie. Nowego świata, nowej jakby mnie. Albo jeszcze nie wiem dobrze, jakiej mnie. Ale czy kiedykolwiek wiedziałam? Może zawsze byłam rodzajem pustki? sama sobie Unheimlich, choć pod przykrywką.
W totalnie nowych współrzędnych moje sprawy, moje emocje. Wpasowują się, układają.
Daję sobie czas na oswojenie siebie i tego wszystkiego.

piątek, 22 marca 2019

Na razie

na razie jeszcze trochę jak w hotelu i z echem, muszę przywieźć obrazy i więcej książek.
Najbardziej przeszkadza mi zapach mebli - są dość nowe, mają jakieś półtora roku, niektóre półki i szafki widać rzadko otwierane. Niektóre bowiem zapachu nie mają, inne tak. To charakterystyczny zapach niedrewnianych nowych mebli.
Jest prawdopodobnie bardzo słaby, bo dwie osoby, które u mnie były, nie wyczuły go w ogóle.
Oczywiście szukam w internecie sposobów, wietrzę, wstawiam pochłaniacze, półki i szuflady wynoszę na balkon. Mam stale przeciąg - celowo - i w zimniejsze dni około 10 stopni w domu. śpię w swetrze i przy otwartych oknach. Nie wiem, czy gardło pobolewa od formaldehydu czy od zimna ;)
Liczę na to, że jednak za parę tygodni to się unormuje. Nie chciałabym rezygnować z tego mieszkania, bo jest w dobrym miejscu i mi się podoba.
W ostateczności wywiozłabym gdzieś te meble, ale musiałabym w tym celu znaleźć jakiś super bezpieczny i tani magazyn, żeby się nie zniszczyły.
Te w sypialni są na wymiar pod skosy, ale i tak bym wywaliła; śmierdzi zwłaszcza jedna szafka. Nie da się wywieźć jednej. To wszystko śliczniunie kompleciki, zrobione przez stolarza, na wymiar. Kupiłam taśmę malarska i może zakleję ją. Albo zrobię pokrowce i zarzucę je na szafy. Zapach dochodzi bowiem ze środka. Ale to głupio zaklejać meble, a własne ubrania trzymać w pudłach.
Może jestem jednak po prostu wariatką, a w lepszej wersji - mam nadwrażliwość zapachową? Kupując ostatnio klawiaturę, też wąchałam różne modele. Kupiłam mopa - śmierdzi. Podkładki korkowe pod szklanki - czy macie pojęcie, jak śmierdzi korek?
Poradźcie mi coś. Jak znajdziecie chwilę :)

niedziela, 10 marca 2019

Spokój panuje na Ursynowie

Tak, ten tytuł to cytat-parafraza. Z tytułu. A tytuł przynależał do artykułu w prasie czasów stanu wojennego, który z kolei był cytatem. Cytatem-parafrazą tytułu we we francuskiej prasie komentującej pacyfikację powstania listopadowego. Nie żebym szukała analogii do zdarzeń, raczej chodzi o tę ciszę astrukturalną, (która trwa mimo wypowiadanych słów i w pewnym sensie jest wspólnie stosowanym mechanizmem ochronnym),  w moim domu, z którego wychodzę, w mieszkaniu, które wszak teoretycznie pozostanie w połowie moje.
Przeprowadzka.
Nowa droga.
Odkrywanie pojedynczości.
[Dla mnie to brzmi trochę jak nazwa nowej formacji w literaturze albo ogólnie w sztuce: "nowa pojedynczość" :)].
Moja nowa pojedynczość. To jakby rodzaj próby bycia po prostu.
A w tym lęk, że nie poradzę sobie z rozpadem dotychczasowych struktur mojej rzeczywistości, opartej na kruchej równowadze. Czy przez te lata, dziesięciolecia, dorobiłam się tylko wielkiej, czarno-szarej pustki?
Jak z tym wejść do wynajmowanego mieszkania, do miejsca, które zostało już urządzone, perfekcyjnie i ładnie, ale nie przeze mnie? Robi się z tego ślicznego mieszkanka jakiś psychologiczny symbol "nieoswojonego", Freudowsko-Lacanowskiego unheimlichkeit nawet. Pewnie przez te fazy muszę przejść. Wnieść tam trochę mojego oswajającego nieporządku, znanej mi dobrze ciemności? A potem spróbować zobaczyć, że jednak jestem?

piątek, 8 marca 2019

No to...

...no to już. Znalazłam, podpisałam umowę. Jest ładne, z lekkimi skosami i ma tarasik. Zrobi się pewnie moje, gdy zostanie odpowiednio "omojane". Jakieś gadżety, durnostojki i mądrostojki, książki.
Nie da się całkiem bez niepokoju, bo jednak właśnie się dekonstruuje rzeczywistość, która trwała kilkadziesiąt lat. I była nie tylko wokół mnie, lecz także w mojej głowie. Na razie jednak odeszło mi napięcie z barków i od trzech nocy śpię bez bólu. Odpoczywam śpiąc.
Jestem ostrożną optymistką, boję się zapeszać, czy że jeśli będę się za bardzo cieszyć, to coś... No ale brak cieszenia się też niczego  nie gwarantuje przecież. To może wyjść z założenia, że co się nacieszę, to i tak moje? ;)
Czymcie kciuki :)

niedziela, 3 marca 2019

I tak to

Oglądam. Różne, raczej niewielkie, a najlepiej niedrogie. Już zaczynam łapać, że oferty się powtarzają na różnych portalach. Chodzę i sprawdzam. W każdym coś, co powoduje, że to raczej nie tam. Ale w końcu znajdę. Czuje to.
Tu, gdzie teraz, stan coraz bardziej przechowalniowo-poczekalniowy. Może w ogóle ja taka jestem - nie cała, ale w części.
Muszę też się pozbyć wielu rzeczy, zwłaszcza takich, które zalegają tonami szuflady, szafki i półki. Najłatwiej byłoby jakąś rzekę tędy przekierować. Punkty spisane na kartkach w końcu poodkreślać, że zrobione.
A przeszkody - nie wiem, czy mają mnie czegoś uczyć. Może to zresztą żadne wielkie sprawy, ludzie miewają trudniej. I przecież są też dobre rzeczy, a nawet. Tak, nawet.
Ale zapadam się czasem w jakieś otchłanie. Gdy już z nich wychodzę, myślę sobie, że to tylko beznadziejne dołki. Nie wiem, czy pisać. Ostatnio nie umiem barwnie i to pewnie nie jest zajmujące.