piątek, 7 grudnia 2018

Dni

Zmęczenie na zmianę z podnoszeniem się jakoś.
Nasiliły mi się alergie i nadwrażliwość słuchowa, węchowa i smakowa. To okropne jest, ograniczające, a czasem nawet upokarzające, tak to przynajmniej w niektórych sytuacjach odbieram.
Prac dla innych wydawnictw dużo, musi tak być, żeby były pieniądze na wydawanie. Sama tak sobie wybrałam.
Pokonuję różne piętrzące się przeszkody, między innymi własne "szajby", jak to nazywał Jack Nicolson w filmie "Lepiej być nie może".
Nowa książka - Bogny Gniazdowskiej - już wkrótce. Warszawiaków zapraszam 14 grudnia na 18.00 do Klubu Księgarza.

W Almanachu olsztyńskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich wydrukowano pięć moich wierszy (choć nie jestem członkiem SPP). Tu zdjęcie dwóch z nich.




I jeszcze trochę zdjęć. Parkanów i deszczowych szyb na przystanku.

















niedziela, 2 grudnia 2018

Come on, my girl!

Wiersz Charlesa Bukowskiego zacytowała wczoraj w swoim blogu znajoma. O tym, żeby walczyć, jeśli się weszło do gry. Do gry zwanej życiem, jak rozumiem. Czy do gry będącej próbą jakiegoś ukształtowania siebie, zamiast poddania się po prostu.

Weszłam, tak, walczę. Ale z kim? Nikt mnie zasadniczo nie goni, nie bije, ani specjalnie nie chce zniszczyć. Tak sądzę, jestem optymistką. Właśnie. Optymistycznie widzę świat, ale... siebie już raczej nie. Siebie stale widzę jako przedsionek jakiejś katastrofy.

Czy to możliwe, że gram przeciwko sobie samej? I ze sobą właśnie walczę? W takim razie po prostu chyba muszę przegrać. Niezależnie od wyniku.

Wyjściem byłby może dystans i próba stanięcia jednak obok. Zrozumienia mechanizmów, które wpasowały mnie w takie koleiny, w taki korytarz. I że jeśli jednak katastrofa, to niech chociaż będzie piękna.



środa, 28 listopada 2018

jutro

Jutro mam wieczór autorski, tym razem mój własny, związany z tomem Tyle nieznanych ryb. W Olsztynie. Organizuje go Stowarzyszenie Borussia i Muzeum Wschodniopruskie z Luneburga z Niemiec. Pierwsze moje, bo skoro wydałam sobie książkę sama, uznałam, że nie bardzo wypada, abym sama sobie robiła wieczór. Trochę oczywiście mam tremę.
Zorganizowałam wydarzenie na fb i zaprojektowałam zaproszenie. Takie. Trochę nietypowe, ale podoba mi się :)


Trzymajcie kciuki :)

wtorek, 27 listopada 2018

Ciągi dalsze

Ciąg dalszy historii trzymającej w napięciu.
W poniedziałek skoro świt zadzwoniłam do firmy kurierskiej. Firma nie wiedziała, czemu paczka nie dotarła. Wygenerowałam numer telefonu kuriera. On też nie wiedział. Wiedział za to, że ma ją zamiar dostarczyć w poniedziałek, tylko że PO SIEDEMNASTEJ. żadne moje błagania, że wtedy to już po ptakach, nie przyniosły skutku. Paczka była bowiem .....   na końcu samochodu, za wszystkimi innymi paczkami i kurier najpierw musi rozwieźć wszystkie pozostałe.
Nie chcecie wiedzieć, jakimi słowami wtedy myślałam.
Na szczęście ratunkowa setka wciąż czekała w drukarni i na szczęście pan z drukarni dowiózł mi ją koło południa. Odpakowałam, obejrzałam, zapakowałam ponownie, włożyłam do walizki poturlałam się do Klubu Księgarza.
"Jest książka?" - tak przywitał mnie Autor. Okazało się, że poczytał w moim blogu o rozgrywającym się właśnie filmie akcji :) No, nie chciałam go stresować, zamierzałam mu tego oszczędzić. Przecież specjalnie przyjechał z Olsztyna.
Ale na szczęście wszyscy zachowaliśmy dobry humor.
Spotkanie było rewelacyjne. Leszek Szaruga ma niezwykłą umiejętność prowadzenia rozmowy, docierania do rzeczy najistotniejszych i najciekawszych, och, jak mu tego zazdroszczę!
A Kazimierz Brakoniecki to urodzony gawędziarz, można go słuchać i słuchać i chciałoby się godzinami. Wie jak mówić i ma o czym mówić.
A Erodotyki to wiersze o miłości, która zaczyna się, rośnie, rozwija się wraz z bohaterami książki. Zmienia się w czasie czterdziestu lat wspólnego życia, konfrontuje ze zmianą, przemijaniem, starzeniem się - a może raczej dojrzewaniem. To piękna historia, czasem bolesna, ale przekraczająca tę boleść.
To jednocześnie piękny przedmiot, mówię to jako wydawczyni bez fałszywej skromności - zdjęcia obrazu wykorzystanego na okładce użyczył francuski malarz Andre Jolivet, zaprojektowała ją wspaniała graficzka Julia Burek, środek opracował Piotr Molski. Korektę środka zrobiła Jolka M.) znana niektórym blogerkom.
Parę zdjęć.













niedziela, 25 listopada 2018

Jednak

Książka miała być w czwartek lub w piątek.
Jutro jest wieczór autorski.
W piątek się okazało, że drukarnia dopiero mi wyśle książki kurierem, z dostawą w sobotę - DPD ma taką usługę. Czy kurier był u mnie wczoraj? W domu czekałam cały czas i ze mną jeszcze dwie osoby, które na pewno zauważyłyby, gdyby był. Czy mogę na sto procent liczyć na jutro PRZED wieczorem autorskim?
Wiedzeni intuicją albo kto-wie-czym ustaliliśmy z drukarnią, że sto egzemplarzy zostaje sobie spokojnie w drukarni, która wszak jest w Warszawie, na drugim końcu, ale wszak. Podczas gdy reszta książek być może krążyć sobie będzie po stolicy, albo i kto-wie-gdzie, ja rzutem na taśmę zdążę tam pojechać i jakoś doturlać się z paczkami, gdzie trzeba.
A czy to dziwne, że chciałabym zobaczyć książki chociaż dzień wcześniej? I nie, nie czekałam na całkiem ostatnią chwilę. Nie miałam wielkiego zapasu czasowego, ale wydawało mi się, że jest w miarę bezpiecznie.
Zawód wydawcy. Może powinnam była zostać kaskaderem.
A może podświadomie ustawiam się w pozycji, w której MUSZĘ się stresować. Czasem coś takiego przychodzi mi do głowy.
Bo prawie nie umiem pracować, gdy mam jedną solidną robotę do wykonania. Muszę mieć dajmy na to siedem na różnych etapach. I nie próbować OGARNIAĆ, czynić planów obejmujących jakąś całość. Gdybym sobie ustaliła bardzo dokładny plan czegokolwiek, to potem chyba już tylko wpatrywałabym się weń w stuporze. Ale na sto procent tego nie wiem, bo coś, co taki plan mogłoby przypominać, na ogół zaraz gubię. Mój umysł wie, co robić, żeby utrzymać się w ruchu :)
Ale jak czekam na kuriera z nakładem książki, to chcę, żeby jednak przyjechał.

czwartek, 22 listopada 2018

"obniżenie"?

Magda umarła
pies Lu umarła
numer telefonu Magdy umarła
moja tratwa umarła
siki Lu na tratwie umarła
rzygi Lu na ścianie umarła
strzykawki i igły do kroplówek umarła
noszone od miesięcy w torebce umarła
wszystkie mijane przychodnie weterynaryjne umarła
pociąg do Krakowa umarła
cmentarz rakowicki umarła
długo długo szukałam
umarła