niedziela, 20 lipca 2014

Wiem...

Wiem, że bywają większe problemy. Że bywają inne problemy.
Ale gorsze samopoczucie mojej kotki wypełnia mnie od środka, a jednocześnie ściska, jak za ciasna zbroja. Jakby świat rozpierzchał się w popłochu ode mnie, takiej ściśniętej, i zostawiał warstwę zimnej próżni.
Kotka może jutro być całkiem zdrowa.
Jeśli nie - jutro będziemy diagnozować, dziś lekarz odradził; jest tylko dyżur, żadnych badań nie da się zrobić, a skoro kotka pije i sika, można poczekać, zamiast iść dwa razy.

Mąż mówi, że powinnam się zastanowić, bo tak silna moja reakcja świadczy o jakimś głębszym moim problemie.

Byłam na spotkaniu ze wspaniałymi dziewczynami, ale nie mogłam złapać beztroskiej radości.
Dzwoniłam do domu, pytając o kota, aż mąż mi przypomniał, że w poniedziałek idzie na operację zaćmy.

Nie lubię siebie takiej.
Osa chyba też nie - inaczej by mnie nie użądliła....

48 komentarzy:

  1. Oj, to ja mam same głębokie problemy. Jeśli miłość do zwierząt można nazwać problemem. W pewnym sensie tak - za szybko odchodzą.
    Mnie też użądliła - w akcie samoobrony. Wlazłam na nią, bidulę.
    Rozumiem mężowskie rozżalenie, ale Ciebie rozumiem bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta moja osa chyba też - maszerowała mi po ramieniu, ja nie wiedziałam, że to ona, i trzepnęłam ręką, by to coś zgonić. Widać poczuła się dotknięta.

      Usuń
  2. Rozumiem Cię doskonale, też tak mam.
    Miejmy nadzieję że koteczka tylko chwilowo niedomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona jest staruszką już, ale też mam nadzieję, że będzie zdrowa...

      Usuń
    2. Mam dwie kotki w podobnym wieku. To jeszcze nie tak dużo jak na kota.
      Niedawno spotkałam w lecznicy 23 latka.
      Jak się dzisiaj czuje kiciulka?

      Usuń
    3. Byłyśmy w klinice, USG w porządku, czekamy na wyniki badań krwi. ma powiekszone węzły, więc może jakaś infekcja, dostała antybiotyk i takie różne. A czuje się dobrze - tylko nie je...

      Usuń
    4. może nie je z tego upału...
      kisses!

      Usuń
    5. Jednak nie. Dostałam wyniki, ma problem z nerkami, będziemy wdrażać leczenie...

      Usuń
  3. Bo zwierzeta w takich chwilach moga liczyc tylko na nas.
    Zdrowia dla wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna kicia i mąż domagający się uwagi ... mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. niech przejdzie niech przejdzie niech....
    niechby do poniedziałku chmury się rozwiały! :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się zaklinać słowem...

      Usuń
  6. zdrowia dla kota i głowa do góry:)'
    ps. opuchlizna zeszła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zeszła, zresztą nie była wielka.
      I dziękuję, że wczoraj pomogłaś mi opanować panikę :)

      Usuń
  7. trzymamy kciuki za kicię :)
    fajnie była, ale jak zwykle- zbyt krótko:)
    następnom razom jedziemy gdzieś na weekend, to się nagadamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Osa to akurat dała Ci dowód swojej sympatii:)). One tak mają.
    Kotka na bank wydobrzeje. Mąż na pewno też. Trzymam kciuki:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osa - wolę bez;)
      Naprawdę pomagają mi słowa, że będzie dobrze. Potrzebuję się upewniać, sama mam mało pewności w takich rzeczach.

      Usuń
  9. Człowiek powie, wytłumaczy, co go boli, zwierzę nie. Rozumiem Cię, dziś zostawiłam psa pod opieką dzieci i cały czas się martwiłam, czy go upilnują , czy on gdzieś im nie wyjdzie itd, itp. Wu się śmieje, że mam następującą hierachię: Mopek, dziecko i on.... na końcu.....
    Osa mnie nie ugryzała, jeszcze...... Osę toleruję, szerszenia już nie......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to właśnie chodzi - o odpowiedzialność i rodzaj bezradności jednocześnie...

      Usuń
    2. Taaa, to połączenie jest makabryczne, znam to uczucie aż nadto dobrze. Koteczka się wyliże, zobaczysz.

      Usuń
    3. Na to cały czas liczę - właśnie się wysikała, a to dobry znak...

      Usuń
  10. Aniu,pewnie gdyby nie twoja miłość i uwaga kotka nie żyłaby tak długo i bez ciebie nie poradzi sobie,a mąż jednak tak.
    Trzymam kciuki za oboje.
    Cieszę się,że cię poznałam-ciepłą,delikatną,wrażliwą Anię M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak mnie odebrałaś, choć byłam taka zafrasowana kotką (i jeszcze użądlona :)

      Usuń
  11. Aniu M., zatroskana i użądlona, a czemuż to Ty siebie takiej nie lubisz? W takich momentach człowiek najbardziej potrzebuje lubienia:) Życzę zdrowia dla kotki i udanej operacji dla męża. Trochę go rozumiem, ale kici też mi żal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, bo.... jakby mniej nad sobą panuję wtedy. Coś jest silniejsze ode mnie, a nazywa się lęk?

      Usuń
  12. Czekamy na wiadomosci o kotce i o mezu...dzisij jestes juz pewnie bardziej zdystansowana...sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męż już po, Młodsza pojechała po niego; jak wróci jedziemy z kotką. Kotka napiła się i wysikała, wygląda dobrze, ale nie je... Trzeba będzie zrobić komplet badań i pewnie USG.

      Usuń
  13. no widzisz! i osa Ci rady nie dała :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, dziękuję za rozmowę, miło było pobyć z tobą :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Mam nadzieję, że nie za bardzo psułam nastrój moimi zmartwieniami...

      Usuń
  15. Aniu! Zdrowia dla męża i Kotki:**

    OdpowiedzUsuń
  16. Ooo, mam utrudniony dostęp do kompa i nie przeczytałam w porę ...
    Pamiętam, że miałam tak samo, z nieustannym zatroskaniem o swoje konie. Mnogość zwierzęcych śmierci, której doświadczyłam mieszkając na wsi, nieco mnie zmieniła. Utwardziła?
    Myślę, że lęk i troska o innego, pomaga nam mniej bać się o siebie. Tak jest lepiej.
    Przytulam Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jest tak, że w tym sublimują się inne moje lęki, te których się nawet boję bać...
      Nie wiem.

      Usuń
  17. Aniu, zdrowia dla Męża.
    Głaskanko dla Kotki. Mam nadzieję, że leczenie skutkuje i już jest lepiej.
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Od jutra leczymy kocie nerki...

      Usuń