sobota, 27 grudnia 2014

Bez dystansu

Być może to dlatego, że żyję teraźniejszością.
I z tego powodu nie mam dystansu. Bo owszem, mogę coś zrobić, dać strzykawką jeść, pić, wywar z siemienia, laktulozę, udać się po kroplówkę i sama jej podać - umiem to wszystko.
Ale potem trzeba czekać, czy coś się zmieni, czy jest lepiej, czy nie. Dni świąteczne to zawieszenie wszystkiego (napisało mi się "dno świąteczne to zawiedzenie"...., kurcze). Badania jutro, przyjdzie lekarz, pobierze krew, mimo niedzieli.
Dystans. Powinnam go mieć. Wiem, że można mnie nie rozumieć, to jest kot, a wokół są ludzie, świat jest. Nie dziwię się wcale, sama bym się pewnie nie rozumiała, gdybym stanęła obok.
Ale siedzę, cholera, w środku siebie.
Jestem, kurcze, silna.
Mam ochotę kląć.
To moja wina.

50 komentarzy:

  1. Przychodzi taki moment, że trzeba sobie zakląć. Nie ma rady...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Klnij jak szewc, to pomaga, naprawdę! Ale co jest Twoją winą? Do chorego zwierzusia nie ma dystansu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest mija winą. Że tak jestem głupio skonstruowana, że jestem nieudanym projektem, albo, jak mi kiedyś powiedziała Młodsza, nie jestem w ogóle żadnym projektem, że jestem żałosna.

      Usuń
    2. Poczucie winy bywa niszczące, ale nie wrażliwość.

      Usuń
    3. To czasem jest bardzo pomieszane.

      Usuń
    4. E, nie... wrażliwość tylko boli, a poczucie winy boli i gniecie.

      Usuń
    5. Jesteś pięknym projektem.
      Jesteś wspaniale skonstruowana.
      Nie jesteś żałosna!
      Nie daj sobie wcisnąć takiego kitu...

      Masz niespotykaną nadwrażliwość.
      Bycie kimś takim cholernie boli.
      Od siebie ciężko jest uciec, a raczej nie można wcale.
      Czasem da się coś poprawić, zmienić, ale jądro, sedno zostaje.

      Jest dla Ciebie miejsce na tym świecie.
      Nie daj się innym, Aniu.
      Choćby to byli najbliżsi.

      Usuń
    6. Kochana Dorotheo - dziękuję Ci za piękne, dobre słowa.
      Chce tylko powiedzieć, że nikt nie chce dla mnie źle. Po prostu tak jakoś wychodzi.
      A najsurowszym sędzią jestem dla siebie ja sama. To długa historia...
      Ściskam Cię serdecznie :*

      Usuń
    7. I nie, to nie Młodsza powiedziała, że jestem żałosna, tylko że nie jestem projektem, bo jesteśmy dziełem przypadku...
      To ja długo czułam się żałosna i czasami to wraca.
      Kurcze. Nie chciałam tak się roztkliwić...

      Usuń
  3. Tylko kot.
    U mnie tylko pies.
    Gdyby nie mój "tylko pies" nie ogarnęłabym Twojego "tylko kota".
    Na razie mam dystans, staram się nie myśleć.
    Za kilka miesięcy dystansu już nie będzie.
    Ściskam ciepło Ciebie i kociznę:***

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie Tylko kot. To Aż spotkanie z nieuchronnym, wobec którego jesteśmy bezradni.
    Przecież chyba nie myślałaś, że mogłabyś to zatrzymać?
    To dotyka, parzy, kaleczy.
    Po prostu kochaj, kochaj ją do końca. Tak pięknie piszesz o Waszej miłości, że mnie zatyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham.
      Myślę, czy czegoś nie zrobiłam, coś za bardzo, coś za mało, coś zrobię za późno. Nie wiem. Na USG nie było nic bardzo złego - może coś przegapiamy.

      Usuń
    2. Myśl o niej.
      Dla niej najważniejsze jest to, że może się w Ciebie wtulić i mruczeć, a Ty ją całujesz w ucho, może spać na tratwie albo gdy chce być sama, może spać pod szafką w kuchni, a Ty jej nie zanosisz na siłę do łóżka i dużo dużo jeszcze.
      Cała reszta to Ty.

      Usuń
    3. Mąż odsunął skrzynkę z narzędziami i kotka weszła pod wannę (to moja wina rzecz jasna...). Jak do niej zagaduję, mruczy głośno, ale jak sama nie zechce, nikt jej nie wyciągnie.... Wcześnie wychodziła do pokoju, może i teraz wyjdzie...

      Usuń
  5. Trudno mieć dystans w takiej sytuacji. Dobrze Cię rozumiem Aniu. Kilka lat temu ratowałam moją kotkę z całych sił. Niech Wam się uda! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem...bardzo aktualnie i wiem dokładnie, bo wet w domu, ale przecież cuda się zdarzają...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu pozdrawiam Cię. Liczę na weterynarzy, może wiedzą na co ją leczą. Ty jesteś pielęgniarką i opiekunką - co może być Twoją winą?
    A co mówiła córka, to inna sprawa. Gdyby była solidarność, nie odważyłaby się Ci dokuczyć lub gorzko by to popamiętała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka nie miała nic złego na myśli - chodziło jej raczej o to, ze jesteśmy dziełem przypadku...
      Czy weterynarze kotkę dobrze leczą? Nie wiem, bo antybiotyki kazali odstawić - reakcja alergiczna. Jutro ma przyjść nasz weterynarz, zbada, pobierze krew.... jak się uda.

      Usuń
  8. Aniu, przecież nie ma żadnego znaczenia, że to jest kot... To jest istota bliska Tobie - czy jest coś ważniejszego? Nie chodzi mi o porównywanie relacji z dziećmi czy innymi bliskimi, to oczywiste, że jest hierarchia. Ale gdy choruje kot, nie myślimy, że to TYLKO kot. Ty tak nie myślisz, ja tak nie myślę, i wiele innych osób tak nie myśli. I nie ma powodu, by mieć poczucie winy z powodu przywiązania do kota. Kto tego nie rozumie, ten po prostu tego nie rozumie, i to wszystko.

    Kłopot, że koteczka zaszyła się pod wanną, ale może jednak do jutra wyjdzie i da się zbadać.
    Aniu, ściskam Cię mocno, nie obwiniaj się, robisz, co możesz. Nie zawsze można wiele, i nie ma na to rady...

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chce wyjść. Ale mruczy do mnie...

      Usuń
  9. A czy mizna miec dystans jak sie kocha?
    chyba nie wskazany.
    pomysl ze pod ta wanna jej dobrze, a teraz najlepiej sposrod najlepszych miejsc w domu.
    ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wyszła. Dałam jej pić, strzykawką do dzióbka.

      Usuń
    2. czyli znalazła jeszcze fajniejsze miejsce!
      :**

      Usuń
    3. Wyszła, bo chciała siku :)

      Usuń
  10. Niczyja wina, samo życie i miłość. I kląć czasami trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mów sobie, że to nie Twoja wina, bo nie Twoja. Czasem trudno o dystans, to normalne.
    Trzymam za Was kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteś jaka jesteś
    dlatego wspaniale niepowtarzalna.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ściskam buziaku, i miej siłę w sobie, żadnych wyrzutów

    OdpowiedzUsuń
  14. kot pies pająk.. to nie ma znaczenia- to ktoś bliski przeciez

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozumiem. Nieważne kot, pies, człowiek; nieważne, gdy kochasz.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aniu, oby kotce się polepszyło :)))
    Myślisz, że ja robię inaczej? Jak mój pies był ciężko chory wzięłam urlop, nosilam na rękach, bo nie umiał chodzić, strzykawką do mordki wlewałam siemie , dwa razy dziennie jeździłam z nim na zastrzyki, powiem Ci, że był to dla mnie horror.....ale nie wyobrażam sobie inaczej postąpić,jak się kocha.
    Trzymam :***

    OdpowiedzUsuń
  17. Odpowiedzi
    1. Bez zmian. Jedyna zmiana jest taka, ze mamy wyniki.
      Wszystkie są dobre.

      Usuń
  18. Odpowiedzi
    1. Z kotką bez zmian, wyniki ma dobre. Może mieć zalegania w jelitach, staramy się pomóc, ale nie bardzo nam idzie....
      Jestem bardzo zmęczona...
      Zadzwonię

      Usuń
  19. To piękne, że jesteś wrażliwa na chorobę i cierpienie tych najmniejszych bo to wspaniale świadczy o Tobie jako o człowieku. Kotek przecież nie powie co go boli, co mu dolega, a Ty starasz się robić wszystko by to odgadnąć i temu przeciwdziałać. To piękne! Trzymaj się ciepło, głowa do góry! Zdrówka kotkowi życzę, będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń