niedziela, 18 grudnia 2016

Oddech

Coś mignęło i zamiast liter pojawiły się wyłącznie puste kwadraciki i chińskie znaczki. We wszystkich otwartych plikach. Potem pojawił się komunikat, że mam zwolnić miejsce na dysku C.
Zwolniłam - nic nie pomogło.
Pomyślałam, że jeśli taki ma być efekt mojej żmudnej pracy, to się poddaję.
Wychodzę i idę przed siebie, jak długo się da. Nic mnie nie będzie już obchodzić, nic.
Koniec, Fine, The end.
Może dojdę do Paryża i tam będę się żywić w kuchni dla bezdomnych.
Albo nie dojdę.

Ale uspokoiłam oddech.
I odzyskałam pliki.
A teraz po prostu siedzę i płaczę.

32 komentarze:

  1. Aniu, to tylko złośliwość rzeczy martwych! Czasem tak bywa, nie upadaj na duchu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie obrażać na rzeczy... Ale gdybym nie odzyskała plików, już bym chyba nie dała rady zacząć od nowa, a na pewno - zdążyć...

      Usuń
  2. Brawo TY!
    Odzyskałas,
    szkoda tylko podróży do Paryża:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta "opcja paryska" była kusząca... :)

      Usuń
  3. Moze ten Paryz jest dobry na wszystko, jezeli mi sie zdarzy to tez postanowie isc do Paryza na zupe do bezdomnych...

    OdpowiedzUsuń
  4. Płacz czasem odpręża, ciekawe jak długo byś szła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Omatko. Kup dysk zewnętrzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem nic by to nie dało - nawet jak bym tam miała kopie, to chodziło o poprawki, które wprowadzałam kilka dni. Całe mnóstwo.

      Usuń
  6. Serce mi się ściska. Ale rozumiem Cię. Mam podobnie, kiedy jestem bezradna w zetknięciu z bezlitosną maszynerią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba był wirus, bo rano zastałam informację, że Norton znalazł i usunął zagrożenie...

      Usuń
  7. Ufff . O matko, aż mię w dołku ścisnęło. Dobrze wiem, co znaczy stracić na ament robotę z kilkunastu dni. Do dziś dziwię sama sobie, że udało mi się SPOKOJNIE ! odtworzyć. Jeszcze teraz dreszcz po plecach lata w tę i nazad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to okropne. Poczułam... rozpacz. Zwłaszcza, że już nie było czasu.

      Usuń
  8. Zamarłam... Dobrze, że się wszystko dobrze skończyło! A do Paryża idź (lub leć) w wolnej chwili. Żeby odpocząć i nacieszyć oczy innymi widokami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś może pojadę. Mało bywam w dalekim świecie :)

      Usuń
  9. Całe szczęście, że udało się odzyskać!
    Może pora na nowy komputer, albo gruntowne oczyszczenie obecnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak, komputer trzeszczy w szwach...

      Usuń
  10. Doskonale rozumiem, ważne ze dobrze się skończyło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak- bo nie bardzo wiem, jak bym sobie poradziła...

      Usuń
  11. Czasem dobrze sobie popłakać. To przynosi ulge i człowiek sie resetuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. tu akurat chybardzo był efekt odpływu adrenaliny.

      Usuń
  12. A może to było takie dyskretne przypomnienie od losu, żebyś robiła kopie i choćby wysyłała je do jakiejś zewnętrznej skrzynki? ;-)
    Wiem, co mówię. Też pracuję "w komputerze" i nie raz musiałam sobie na głos przypominać, że należy głęboko oddychać, gdy po krótkim zawieszeniu komputera znikała wielogodzinna praca... :-)
    Ściskam,
    Kalina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w końcu będę musiała. I przesyłać doń chyba pliki co godzina, z kolejnych etapów pracy :)

      Usuń
  13. Nie lubie Paryza wiec wspolczulam podwojnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiem, czy lubię, bo nie byłam. Trzeba więc sprawdzić :)

      Usuń