czwartek, 22 września 2016

Dzień za dniem

Już ponad miesiąc jest z nami teściowa i jakoś żyjemy. Na razie wizyty w CO prawie co drugi dzień, częstotliwość ma się zmniejszać, a potem jeszcze radioterapia.
Dajemy radę, jestem oazą spokoju i w ogóle zen. Jestem też za tym, że każdą trudną sytuację można rozwiązać spokojnie. Mąż ma zdanie odwrotne.
Na początku bogactwo śródrytmów wynikających z odmienności codziennych przyzwyczajeń trochę wybiło mnie z toku prac różnych, ale teraz nastąpiło dostosowanie.
W ciągu dnia leci TV Trwam, wieczorem inne pro-PIS-y. Ja telewizora nie używam od dawna, nie umiem nawet włączyć.
Jest więc trochę klaustrofobicznie. Nikt mnie już nie próbuje nawracać ani edukować ideologicznie, ale uznana jestem za zmanipulowane dziwadło.
No, ale mam tu, póki co, pokój, biurko, tratwę i bałagan. Bałagan jest dobry, daje wrażenie dzikich ostępów, wśród których ścieżki znam tylko ja.
Oczywiście bałagan starannie ograniczam do mojego pokoju, tym bardziej kiedy mieszka z nami chora osoba po operacji. Chcę, żeby teściowa czuła się tu dobrze i żeby była bezpieczna.

A ostatnio przeczytałam na jakimś plakacie "stop poniedziałkom".
Pomyślałam, że to w sumie lekka przesada, no i w końcu jak można by taki postulat wprowadzić w życie?
Potem zobaczyłam, że to jest jednak "stop podziałom". Słusznie i naukowo, choć nie wiem, czy z większymi szansami na sukces.
Dziwię się jednak, jak dalece jestem w stanie przystać na surrealność otaczającej mnie rzeczywistości...

17 komentarzy:

  1. Nigdy nie wiemy co jeszcze potrafimy. Najważniejsze, że możesz przystać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że jestem w stanie uwierzyć w wyeliminowanie poniedziałków? :)

      Usuń
  2. Wypracowałam sobie akceptację do tego, co jest. To bardzo pomaga, ale trochę trwało.
    No i zdrowia dla Teściowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, chodzi mi bardziej o to moje surrealne odczytywanie napisów różnych, a najbardziej o to, że źle odczytana treść jakoś mało mnie dziwi.
      Co do teściowej - to ja sama byłam inicjatorką jej pobytu u nas. Nie mam z tym problemu, musiało się tylko ustabilizować :)

      Usuń
  3. Trudno czasem przystać. I dzień za dniem wlecze się wtedy w jakiejś beznadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hano - tak jak napisałam w odpowiedzi dla Olgi.
      Beznadziei nie ma.
      Paradoksalnie nadziei zawsze mam dużo (co nie wyklucza tego, że czasem czuję się beznadziejna).

      Usuń
  4. no to witam w klubie zmanipulowanych dziwadel :-) Niech weekend bedzie dla nas laskawy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ratunkiem jest przewietrzyć się :)

      Usuń
  5. Czasem można samą siebie zadziwić...

    OdpowiedzUsuń
  6. podziwiam Cię! za całokształt, ale już ta tv trwam ... współczuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pracuję u siebie w pokoju, to nie słyszę...
      A jej pewnie jest to potrzebne...

      Usuń
  7. zawsze podejrzewałam, że masz w sobie coś z anioła:)

    OdpowiedzUsuń