Chciałabym się dopamiętać,
doczołgać, donurkować, dopatrzeć
do najdawniejszych dawności, do ścianek macicy, do protoplanktonu, różowej powierzchni Marsa, ceglanej podłogi w sieni, ciemnej szafy za kotarą, korzeni porzeczek w ogrodzie, zapomnianych srebrnych łyżeczek, do korytarza na parterze w liceum, do smaku głogu prosto z gałęzi, do płaskich ryb w Rowie Mariańskim i jeszcze głębiej, głębiej, pod powierzchnię snów o tym, że nie umiem rozpoznać miast i dróg i że nie można, nie można mnie pokochać
Po to, by odczarować, dośnić, odwrócić bieg, zdałoby się, nieodwracalnego.
OdpowiedzUsuńUdowodnić słuszność od dawna kiełkującego przeczucia, że pokochać można.
Te sny się powtarzają. Nie boję się samych snów, ale tego, co mogą oznaczać. Że jest we mnie błąd, jakiś podstawowy.
Usuńjeśli już można komentować, to ja za erratą.
OdpowiedzUsuńMożna.
UsuńErrata napisała wszystko.
OdpowiedzUsuńJak pięknie napisała.
Pięknie.
UsuńMiałam kiedyś taki powtarzający się, natrętny, męczący sen. Kiedy ucięłam pewną przykrą dla mnie znajomość, ten sen też przepadł bez śladu.
OdpowiedzUsuńTu raczej chodzi o znajomość mnie ze mną samą. Sama słabo siebie kocham....
UsuńJa myślę, że w Tobie nie ma żadnego błędu podstawowego, ale po prostu lęk i niepewnosć.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Erratą.
Lęk i niepewność jest na pewno (Jaka ładna tautologia wyszła :)
UsuńOj, czasem tak wychodzi:)
UsuńAle czy trzeba/można/powinno się znać siebie tak do końca?
OdpowiedzUsuńNie można i trzeba. Ale warto akceptować :*
UsuńJa wreszcie nazwałam swojego sprawcę-oprawcę, nazywa się DDA. Może wreszcie udam się po pomoc w uporządkowaniu tego. Chciałabym być silna dla siebie, męża, córek, chciałabym się wreszcie od siebie odczepić i przestać bać, nawet tego że znów za chwilę mogę się lękać.
OdpowiedzUsuńTo jest chyba najgorsze, lek przed lękiem. Nerwicę lękową mam wyleczoną, lata terapii bardzo dużo mi dały. Ale w traumatycznych sytuacjach pewne nerwicowe wzorce lubią wracać...
UsuńZnam bardzo dobrze kogoś z DDA, wiem, jakie to trudne.