sobota, 12 kwietnia 2014

Ogarnia mnie

Zawsze chciałam poruszać się miękko, z gracją i precyzją.
Jak Indianie z książek Karola Maya, stawiać stopy jak kot.

Cóż, niezbyt mi się udaje.
Ale staram się minimalizować szkody.
Mało rozlewać, rozbijać, obtłukiwać, stukać, trzaskać. O uszczerbkach na własnym ciele nie mówiąc.


Młodsza zaparkowała w ciasnym miejscu i musiała wyjechać, żeby wpuścić mnie do środka.
Wycofywała powoli, a ja...
...dwa razy próbowałam wejść za wcześnie, dopiero potem uświadomiłam sobie, że jeszcze nie dałoby się otworzyć drzwi.
Dlaczego?
Czy nie myślę logicznie? Źle widzę?

A więc czasami ogarnia mnie rozpacz.
Na przykład dziś.

42 komentarze:

  1. Nie puacz, oj nie puacz. To tylko nietrafna ocena odległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dzisiejsze zdarzenie może tak, choć w gruncie rzeczy widać było, że jest za mało miejsca, jak byk. A ciągle coś jest. Koślawo i pokracznie. Wstyd przynoszę rodzinie...

      Usuń
    2. Myślisz, że rodzina aż tak się przejęła?
      Przedwczoraj zgubiłam samochód w centrum handlowym. I gubię się np. w miejscowości, która ma rynek i cztery ulice.

      Usuń
    3. Nie chodzi o przejmowanie się, tym razem akurat nie.... To bolesny skurcz samoświadomości, rzekłabym górnolotnie.
      A ogólnie sprawa jest zadawniona...

      Usuń
  2. Po prostu nie koncentrujesz na sprawach tak przyziemnych jak wchodzenie do samochodu w malych mozliwosciach przestrzennych. Moze kiedys sie spotkamy to opowiem Ci historie o mojej przyjaciolce poetce, o pieknym imieniu Antoinette ( poetisa...po hiszpansku, prawda ,ze ladnie?)...po tych opowiesciach , moich, pozbawisz sie calkowicie ochoty na popadanie w rozpacz. Do gory glowa poetiso!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne imię :)
      A spotkać się - koniecznie.

      Usuń
  3. Tak masz i już.
    Ją się oblewam i krztuszę jak coś piję.
    Tak mam i już:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz - ja sama to bym już przywykła. Młodsza też jakoś się nie przejęła. Ale jakby to mąż był w samochodzie, usłyszałabym wiele o mojej filozofii życiowej i że nigdy, że zawsze...
      Mogłabym być pustelniczką. Miałabym mało naczyń, drzwi i żadnej klapy od sedesu. A gdybym potykała się o wykroty, średnio bym się przejmowała, że patrzy na mnie zając. Chyba.

      Usuń
    2. Ty masz dyspraksję, a mąż brak zrozumienia, brak tolerancji i głupiogadaksję.
      Każdy "coś" ma i dlatego tak trudno wytrzymać z drugim człowiekiem.
      Jeżeli on naprawdę wierzy w to, że gdybyś się postarała .....
      Być może przy człowieku, który Cię nie krytykuje, dyspraksja by się ułagodziła i wyciszyła trochę. Kto wie. Macie silne sprzężenie zwrotne z mężem.

      Usuń
    3. Tak, to prawda. Po tylu latach weszło mi w krew spinanie się wewnętrzne, a to na pewno nie pomaga. Choć przecież i tak się staram. Ale za którymś razem nie wychodzi. A wtedy dowiaduję się, że "ja zawsze". Choć on mógłby powiedzieć (i zdarzało się, że tak mówił) - że przez ostatnie dni, czy tygodnie mnie nie krytykował. Ale samo to jest symptomatyczne...
      Pewnie dla mnie to krytykowanie rozrasta się i przyjmuje takie totalne rozmiary, choć ich nie ma w rzeczywistości.

      Usuń
  4. Na pocieszenie Aniu, gdy ja sie tak postaram ruszac z precyzja to zaraz upomina sie o mnie gleba.
    Potkniecie, zaliczenie kolanem o powierzchnie mam murowana.
    Cud kochana zes w te szczeline w ogole wjechala, a Ty jeszcze drzwi chcialas otwierac :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, to nie ja wjeżdżałam, tylko młodsza. Już samo moje wychodzenie od strony kierowcy było dość widowiskowe, ale to akurat nas rozśmieszyło.
      Natomiast potem byłam na zewnątrz samochodu i chciałam wejść...

      Usuń
    2. pamietaj zawsze warto sprobowac !

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o prawo jazdy, wiem, że w moim przypadku nie warto. Mówię to zupełnie poważnie - tak jest bezpieczniej.

      Usuń
  5. Ostatnio zupenie nie panuję nad pisaniem dat.Wszystko mi się myli,dzień to pikuś,ale miesiąc,rok?Zatrzymałam się na 2012.Nie wspomnę o moim wieku,normalnie wytrzeszcz mózgu muszę zrobić gdy mam powiedziec ile mam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz tyle co ja, o ile pamiętam :))) Możesz więc zadzwonić do mnie ;))
      Ja czasami myślę "w lewo", mówię "w prawo". Nie wiem czemu.

      Usuń
    2. ciągle mi się myli prawa i lewa strona :P
      a jak tłumaczę komuś: skręć w lewo to koniecznie pokazuję kierunek ręką, żeby na pewno dobrze skręcił ;PPP

      Usuń
    3. slyszalam o przypadku gdzie na kursie prawo jazdy instruktor nalozyl kursantce rekawiczke na prawa dlon i jak mial powiedziec 'w prawo' mowil wlasnie 'rekawiczka'

      Usuń
    4. Mam jeszcze tak, że często zamiast "rok temu", "tydzień temu" itd. mówię "wczoraj"...

      Usuń
    5. z perspektywy kosmosu to wczoraj

      Usuń
    6. A więc widocznie bliższa mi jest perspektywa kosmosu ;)))

      Usuń
  6. Niezbyt dobre wyczucie odległości? To może troszkę człowieka peszyć. Mnie nieodmiennie irytuje, choć na dobrą sprawę mogłabym już przywyknąć:-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyspraksja, mówiąc w skrócie. Ja nawet przywykłam, ale "niektórzy" w domu uważają, że jakbym się postarała...

      Usuń
    2. to jest to nowe słowo, które dzięki Tobie poznałam! :)))
      i pozdrawiam "niektórych" - myślę, że czasami jest im też ciężko z powodu perfekcjonizmu - on też męczy

      Usuń
    3. Ja poznałam to słowo po tym, jak kiedyś osobiście przytrzasnęłam sobie głowę drzwiami...
      Zakłócenia między planowaniem ruchu a jego wykonaniem. Efekty są czasem bardzo widowiskowe. Pomijając już codzienną niezgrabność w poruszaniu się...

      Usuń
  7. I jak cię pocieszyć...Myślę, że dla tych cech niejeden by stracił głowę, bo są rozczulające. Niestety z czasem zamieniają się w denerwujące - tak to już niestety jest. Wstydu nie ma, jest życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może więc, skoro nie umiem się zmienić, powinnam "oddalić się z godnością"?
      Nawet w takim wypadku potknęłabym się, przechodząc przez próg, przytrzasnęła sobie rękę, zapomniała kluczy i upuściła torebkę...
      No rozgoryczona jestem dziś. Sama sobą.

      Usuń
    2. może to wpływ trzynastki?
      ;)

      Usuń
    3. niektórzy mówia, że trzynastka pecha niesie, może na ciebie się na parkingu zaczaiła
      ale jutro 14-ty :))

      Usuń
    4. Ale to wczoraj było...
      A poza tym dajmy spokój tym biednym liczbom, cóż one winne :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Czasem myślę, że nie mam już na nic siły.
      Ale ona zawsze się pojawia.
      Sama się dziwię.

      Usuń
    2. o tak! pisz, rysuj, rób zdjęcia :)
      skopiowałam, bo sama nie ujęłabym tego lepiej
      :*

      Usuń
  9. A może jesteś zwyczajnie osłabiona jakąś infekcją?
    Ja chodziłam taka dwa miesiące, trzy dni temu w nocy obudziła mnie gorączka i ból wszystkiego.
    Ale nie miał kto pracować, i kiedy wcześniej planowałam wizytę u lekarza, to dostawałam akurat zastępstwa za chore koleżanki. Ostatnie dni przed wybuchem choroby też przypominały dyspraksję - "Przewróciło się, niech leży..."
    Teraz wiem, że to rozległe zapalenie oskrzeli i za 5 dni znów zacznę panować nad swoim ciałem a tym samym zaprowadzać harmonię i porządek wokół.
    W każdym bądź razie nie dobijaj się, tylko szukaj przyczyny tego stanu.
    I.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okresowo może tak być, ale przecież dyspraksja towarzyszy mi od zawsze...

      Usuń
  10. Co tam drzwi od samochodu! Podziwialas swiat wokol... Najwazniejsze sa chwile!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  11. Eee, nie jest z Tobą źle :) Nigdy nic nie zakręcam. Nie odkładam rzeczy na swoje miejsce albo tak je odłożę, że nie mogę ich znaleźć. Notorycznie zostawiam zapalone światła w domu. I nigdy nie wiem, gdzie mam klucze... chociaż mamy szafkę na klucze. Podobno to uciążliwe dla otoczenia ;) dla mnie też, ale co ja poradzę? :) Tzn. jak wyżej napisałaś "gdybym się postarała". Coś w tym jest - staram się cały czas, tylko nigdy nie wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi. Że im bardziej się człowiek spina, tym mniej wychodzi.

      Usuń